W strefie mieszanej, czyli tam, gdzie dziennikarze mogą porozmawiać z piłkarzami, w czwartek w nocy duma łączyła się z żalem. Bo ćwierćfinał to sukces bez precedensu, ale wszyscy mieli świadomość, że być może uciekła im niepowtarzalna życiowa szansa.

Sam selekcjoner podkreślał, że co prawda coś się skończyło, ale jednocześnie coś się zaczyna. Bo jego zdaniem przed tą grupą ludzi jest przyszłość. Jest jednak na tej optymistycznej tezie smuga cienia: podstawowa kadra jest wąska, a od ławki rezerwowych dzieli ją znacznie więcej niż kilkadziesiąt centymetrów trawnika.

Powyższy problem na pewno będzie męczył Nawałkę po nocach, ale istnieje też powód do optymizmu: obecna reprezentacja dała impuls do przyśpieszenia ewolucji polskiej piłki, co zwiększa szansę na odkrycie następców obecnych gwiazd i pozwoli nieco zniwelować rów, który dzielił mecz kadry od blamaży Cracovii i Zagłębia Lubin w przedpokoju europejskich pucharów.

Na pocieszenie warto też sobie przypomnieć zasady obowiązujące w lekkiej atletyce, gdzie rekordy świata bije się – także z koniunkturalnych względów – nie o metry, ale o centymetry. A polska reprezentacja we Francji wskoczyła na znacznie wyższy niż dotychczas poziom, pozostawiając jednak sobie całkiem spore rezerwy. Teraz chodzi już tylko o to, by – parafrazując Wojciecha Młynarskiego – niczego w tej kwestii nie spieprzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*