Wubiegłym roku Górnik Zabrze wydawał na płace więcej pieniędzy niż w ogóle zarabiał. O tym fragmencie raportu, przygotowanego tradycyjnie przez firmę Deloitte, pisaliśmy już obszernie na łamach „Dziennika Zachodniego”, jednak temat wciąż jest gorący, bo z szafy na Roosevelta co kilka dni wypadają kolejne ofiary tego rozpasania, z niespłaconymi trenerami Leszkiem Ojrzyńskim i Robertem Warzychą na czele.

Zabrzańska polityka – to określenie w przypadku Górnika jest zadziwiająco wieloznaczne – zakończyła się kompletnym krachem, zarówno sportowym, jak i finansowym. Mechanizmy funkcjonujące na Roosevelta powinny trafić do podręczników dla przyszłych adeptów zarządzania klubami sportowymi jako nieprawdopodobny wręcz zbiór wszystkich możliwych błędów i pomyłek, w dodatku popełnianych za publiczne pieniądze.

Górnik za tę nieodpowiedzialną zabawę zapłacił najwyższą cenę i rozgrywki ekstraklasy ogląda już tylko w telewizji. Nie ma więc udziału w „tytularnym” kontrakcie podpisanym przez prowadzącą ligę spółkę z marką Lotto. A ta umowa także powinna dawać do myślenia ekonomistom. Objęcie patronatem najwyższego szczebla krajowych rozgrywek wyceniono na (chociaż nie potwierdzono tego oficjalnie) 10 mln zł. No cóż, taka jest widocznie realna wartość ekstraklasy, w której stwierdzenie, że każdą złotówkę ogląda się dwa razy, dawno straciło rację bytu. Zwłaszcza, gdy te złotówki pochodzą z naszych kieszeni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*