Czasem myślę, że ten Złoty Pociąg to naziści schowali nie w Waldenburgu, a w Hindenburgu. I przy kopaniu dołu pod dawnym stadionem imienia kogo nie wspomnę, znalazła go i wyciągnęła te sztaby Wielka Szu, jak nazywam szefową Zabrza i klubu”; „Arak, gdy odchodził do Ruchu, dostał od nas wzór wezwania do zapłaty i zapewnienie, że obiad zawsze u nas ma”; „Rozmowa z komendantem Rabsztynem i byłym wojewodą Litwą była w stylu: Ja jestem Roch Kowalski, a to jest pani Kowalska”.

Prawda, że smakowite te cytaty? Ich autorem jest prezes Zagłębia Sosnowiec, Marcin Jaroszewski, który udzielił katowickiemu „Sportowi” błyskotliwego wywiadu. Dzięki temu na tle nudnych jak flaki z olejem i przesiąkniętych hiperpoprawnością polityczną wypowiedzi prezesów, trenerów oraz piłkarzy wreszcie pojawił się błysk nadziei, która umierała od odejścia z Górnika Zabrze Łukasza Mazura. Pamiętnego między innymi z ofiarowywania swojemu odpowiednikowi z Chorzowa, Dariuszowi Smagorowi-czowi, Niderlandów w zamian za możliwość gry na Stadionie Śląskim.

Jaroszewski zadzwonił na pobudkę. Pokazał, że da się w sposób dowcipny – ale nieprzekraczający granic agresji – budować niezbędną barwną otoczkę wokół szarej regionalnej piłki nożnej. Taką, jaka od czasu do czasu towarzyszy meczom GKS-u Katowice, gdzie świetnym pomysłem był wyścig trabantów poprzedzający derby z Rozwojem, a ostatnio furorę zrobiło hasło promujące spotkanie GKS-u właśnie z Zagłębiem („Strażnicy Śląska”).

Ciekawy jestem, komu w regionie starczy fantazji, inwencji i inteligencji, by podjąć grę zaproponowaną przez szefa Zagłębia. Szczególnie interesująca będzie reakcja Górnika, gdzie dział medialny właściwie przestał istnieć na skutek rozgrywki, jakiej rzeczywiście nie powstydziłby się sam Wielki Szu. Przepraszam, Wielka Szu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*