W sporcie, pod wpływem emocji, łatwo stracić głowę. Czasem kończy się to wybuchem agresji – jak w przypadku Marka Ziętary, trenera hokejowego Podhala, który rzucił się z pięściami na sędziego, czasem depresją – jak u Tysona Fury’ego, bokserskiego mistrza świata wszech wag, zamieniającego swój pas ze złota na pasek białego proszku, a czasem zwykłą katastrofą – jak u Pawła Fajdka na igrzyskach olimpijskich w Rio.

Zazwyczaj takie przypadki mają wymiar indywidualny, czasem zespołowy. Tymczasem ostatnio pojawił się wirus szaleństwa mającego przełożenie na całe zbiorowości, przede wszystkim piłkarskie. Jego podstawowym objawem jest bezgraniczna maksymalizacja, a jedną z pierwszych zidentyfikowanych ofiar był Michel Platini. Francuz nie tylko rozwinął Ligę Mistrzów poza granice absurdu i w efekcie oglądamy w niej kluby żenująco słabe sportowo i wnoszące w wianie swoje kibolstwo przynoszące wstyd ojczyźnie, ale poszedł jeszcze dalej i wymyślił mistrzostwa Europy z udziałem niemal wszystkich chętnych i w takiej też formule organizacyjnej. Sprzątanie po Platinim trwa, ale sytuacja znienacka wymknęła się spod kontroli w wymiarze światowym, gdy Gianni Infantino oświadczył, że na mundialu mogłoby występować nawet 48 drużyn.

Kraj nad Wisłą też nie zdołał się obronić przed zarazą. Prezes Lecha Poznań ujawnił, że Ekstraklasa najprawdopodobniej również rozmnoży się przez pączkowanie i zamiast szesnastu zespołów będzie w niej grało osiemnaście. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni ten projekt racjonalnie, nie posługując się argumentem, że jesteśmy dużym krajem w środku Europy. Bo według takiego schematu, powinniśmy mieć też kilkudziesięciu wybitnych pływaków, kolarzy, lekkoatletów i tenisistów, o koszykarzach nie wspominając.

A ponieważ tak nie jest, trzeba na sprawę spojrzeć od innej strony. Na przykład takiej, że już przy obecnym kształcie Ekstraklasy odsetek meczów słabych i bardzo słabych jest bliski masy krytycznej i kolejny zastrzyk w postaci kilkudziesięciu piłkarzy, którzy nawet teraz nie mają miejsca w elicie, może doprowadzić tę bylejakość do eksplozji. Poza tym stara życiowa prawda mówi, że lepsze jest uczucie lekkiego niedosytu niż przejedzenia połączonego z dolegliwościami żołądkowymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*