W piłce nie ma sentymentów. Zawsze jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Klasycznym potwierdzeniem tej tezy jest Ruch Chorzów. Raptem dwa tygodnie temu część dziennikarzy z fanfarami ogłosiło, że Niebiescy zmartwychwstali i znów wszystko będzie dobrze. Pretekstem do wybrzmienia triumfalnego chóru było rozgromienie przez zespół Waldemara Fornalika Korony Kielce, która zagrała tak, że nawet grupa dziennikarzy po długim i poświęconym głównie układaniu taktyki zgrupowaniu, miałaby szansę wywalczyć z nią remis.

Dwa kolejne występy Niebieskich skutecznie pochlebców zakneblowały. Zwłaszcza ten ostatni, piątkowy, w którym chorzowianie ponieśli najwyższą klęskę od 1935 roku, gdy występują na stadionie przy Cichej. Nagość króla ukazała się w całej krasie. Obecna siła zespołu jest adekwatna do stanu klubowej skarbonki, w której nie ma pieniędzy na zwrot pożyczki, czyli spełnienie honorowego obowiązku. Z tym większą zresztą refleksją warto sobie przypomnieć zawirowania związane ze sprzedażą Mariusza Stępińskiego do Nantes za pieniądze mniejsze niż oferowane przez inny klub, co wiązało się z konfliktem na szczytach władzy i zakończyło dymisją zwolennika tej drugiej opcji Janusza Patermana.

Nie ulega wątpliwości, że Ruch ugina się pod ciężarem całego worka problemów, do którego konsekwentnie chowano je przez kilka ostatnich lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*