Jeśli nie da się zmienić gry, to może trzeba zmienić piłkarzy? To zdanie Waldemara Fornalika po laniu, jakie Lech sprawił Ruchowi, ma potencjał na miarę futbolowego przewrotu kopernikańskiego. Znając jednak realia szkoleniowiec Niebieskich prędzej spłonie na stosie niczym Giordano Bruno, niż przekona do swojej tezy zarządców z Cichej.

Powszechnie znane prawo mówi bowiem, że taniej zwolnić jednego trenera niż kilkunastu zawodników. Ci ostatni zresztą z tej reguły skrupulatnie korzystają – czasami w sposób subtelny, a czasami wręcz brutalny. O sile tak zwanej szatni szkoleniowcy przekonują się raz po raz i doprawdy trzeba mieć charakter z żelaza, w dodatku wzmocniony gwarantującym niezależność solidnie wypchanym portfelem, by w tej sytuacji zachować klasę i… siłę.

Trzeba jednak przyznać, że Fornalik spełnia powyższe warunki. Jako krajowy trener osiągnął sporo, z posadą selekcjonera reprezentacji włącznie, a dzięki niej zarobił z kolei tyle, że nawet opóźnienia w wypłatach nie są mu już straszne. W dodatku posiada bonus w postaci bezgranicznego zaufania ze strony szefów klubu i wciąż wysokiego stopnia uwielbienia płynącego z trybun. Pozostaje jednak zasadnicze pytanie: jak miałaby wyglądać realizacja groźby Fornalika? Pustki w kasie nie pozwalają na dokonanie sensownej rewolucji i sprowadzenie solidnego zaciągu nowych zawodników przy jednoczesnym wypłaceniu odpraw dla tych niechcianych, których żaden dobrze płacący pracodawca z własnej inicjatywy nie zatrudni…

Żeby była jednak jasność: Fornalika i cały Ruch do obecnej sytuacji doprowadziły wieloletnie działania i decyzje właściciela klubu. Pamiętacie jeszcze zachwyty nad tym, że chorzowianie jako jedyni oparli swój skład tylko na Polakach i że mają najmłodszą jedenastkę w ekstraklasie? Kto wówczas miał odwagę powiedzieć, że to przecież nie świadomy wybór, a konieczność wynikająca z krachu finansowego? Podobnie jak ob-łudny uśmiech Dariusza Smagorowicza, rzekomo zadowolonego z narzuconych przez PZPN ograniczeń wysokości kontraktów. I tak na cud zakrawa fakt, że na takim bezrybiu wyrosło kilka gwiazdek, sprzedawanych wszak na pniu za czapkę gruszek, czego efektem jest obecna wypalona chorzowska ziemia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*