Są takie zdania, które przechodzą do historii sportu. Wśród nich niewiele jest made in Poland, ale i takie perełki też się zdarzają. Jedna z nich należy do Michała Listkiewicza, który jako prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej uznał, że korupcja jest zjawiskiem marginalnym, a jej pierwszy antybohater to tylko pojedyncza czarna owca w czys-tym stadzie.

Tenże sam Listkiewicz wylądował później na stanowisku prezesa Piłkarskiej Ligi Polskiej, czyli organu odpowiadającego za rozgrywki pierwszej ligi. Tam najbardziej wymiernym efektem jego działalności – przynajmniej z punktu widzenia postronnego obserwatora życia kwitnącego na zapleczu ekstraklasy – było kompletne zdezaktualizowanie i tak niezapierającej wcześniej tchu w piersiach internetowej strony tej organizacji, oraz niezmienne powtarzanie tezy, że sponsor tytularny rozgrywek jest tuż-tuż. Efekt praktycznych działań był żaden, ale jak się okazało, stanowił znakomitą trampolinę do powrotu na salony międzynarodowe. Były prezes PZPN mięciutko przeskoczył mianowicie na nieco egzotyczny fotel szefa sędziów czeskich.

Na nowej posadzie Listkiewicz najwyraźniej czuje się jak ryba w wodzie. – Dostałem gratulacje od kolegów z całej Europy – opowiadał kilka dni temu w wywiadzie dla TVP Sport. – To jest funkcja administracyjna, bo najważniejsi nie są działacze, tylko sami sędziowie. Ale tam ostatnio były skandaliczne sytuacje, takie jak nietrzeźwi arbitrzy na meczach ekstraklasy, niejasne powiązania z klubami. Krótko mówiąc potrzebowali kogoś z zewnątrz. Dużo swoich działań konsultuję z przewodniczącym naszych sędziów i wiele naszych polskich rozwiązań już w Czechach zastosowałem.

Czeskie czarne owce zostaną więc niewątpliwie w najbliższym czasie dokładnie wygolone, zwłaszcza że jednym z wprowadzonych rozwiązań jest samoocena. – Jeśli się przyzna do błędu, to w porządku, ale jeśli ściemnia, to już gorzej – opowiada Listkiewicz. W dodatku nasz eksportowy nadzorca nie szczędzi sił i środków: – Wygląda to tak, że przyjeżdżam w piątek, oglądam ile meczów się da, ligowych i juniorskich, potem w poniedziałek mamy naradę, kogo zawieszamy, a kogo nominujemy, a we wtorek wracam do Polski, bo to jednak jest moja ojczyzna i trochę chcę w niej pobyć…

Czeskim sędziom przez weekend cierpnie więc zapewne ze strachu skóra i stają na rzęsach, by nie zabrano im gwizdków, czego my – patrząc na jesienną formę arbitrów pracujących w ekstraklasie i w I lidze – możemy jedynie tamtejszym piłkarzom i kibicom pozazdrościć. W ten sposób dzięki panu Michałowi polski futbol odniósł w tym roku kolejny wielki sukces międzynarodowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*