Dla wielu ledwie mignął niby peleton Tour de Pologne finiszujący pod katowickim Spodkiem, inni chcieliby, żeby wciąż frunął na kształt młota rzuconego przez Anitę Włodarczyk. Część z nas będzie za nim tęsknić wzorem Jakuba Błaszczy-kowskiego za powtórką jedenastki w ćwierćfinale Euro, a kolejni już wolą o nim zapomnieć jak Artur Szpilka o ciosach Deontaya Wildera (swoją drogą ten ostatni przykład to kolejny dowód, że nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło, bo dzięki temu pięściarz z Wieliczki też zapisał się w historii – co prawda jako najefektowniej znokautowana ofiara, ale zawsze). Bez względu na te wszystkie odcienie jedno jest pewne – rok 2016 staje się już tylko historią. Także tą sportową, zapisaną na łamach „Dziennika Zachodniego” i w blogu „Męski punkt widzenia”, któremu towarzyszyliście przez minione dwanaście miesięcy, za co dziękuję Wam osobiście i w imieniu moich kolegów. Warto jednak pamiętać, że już sekundę po północy z soboty na niedzielę zacznie się nowy rozdział, w który zabierzemy ze sobą wszystkie dotychczasowe doświadczenia, także te made in 2016. A przecież było ich mnóstwo, podobnie jak emocji. I tych dobrych, i tych z drugiego bieguna.

Zanim jednak na dobre zamkniemy 2016, czeka nas jeszcze sylwester. Również ten sportowy, bo już za kilkadziesiąt godzin w mediach padną tradycyjne pytania: ile (i czego) wypili skoczkowie witający Nowy Rok w Garmisch-Partenkirchen? O której poszli spać? Czy tradycyjnie najgłośniej było u Finów? Kiedyś musiał na nie odpowiadać Adam Małysz, teraz tę rolę przejęli Kamil Stoch i spółka. Ale ciekawość kibiców pozostała niezmienna. Podobnie jak fakt, że nawet jeśli ktoś inny zrobi to wcześniej, to za pierwsze piłkarskie gole 2017 i tak uznamy te, które padną w czasie meczu treningowego Cracovii, odbywającego się od ponad osiemdziesięciu lat w samo południe 1 stycznia.

Bo chociaż czas płynie nieubłaganie, to na szczęście są w nim punkty stałe. Mamy nadzieję, że jednym z nich pozostanie dla Was lektura stron – zarówno tych papierowych, jak i internetowych – „Dziennika Zachodniego”, który znów będzie wszędzie tam, gdzie powinien, żeby razem z Wami i dla Was towarzyszyć sportowcom w wydarzeniach, które za dwanaście miesięcy też będą historią. Bo zawsze, gdy coś się kończy, to jednocześnie coś się zaczyna…

Do Siego Roku!

Komentarze (1):

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*