Miesięczne archiwum: Styczeń 2017

Czas biegnie szybko i wiele spraw umyka nam razem z nim, ale czasami wydarzy się coś, co stanowi impuls, by do nich wrócić. Tak właśnie zadziałał Juventus Turyn. Słynny włoski klub zmienił właśnie swój herb, upraszczając go do granic możliwości, czyli zastępując pasiaste godło stylizowaną czarno-białą literą J. Mnie akurat się podoba, ale wiadomo, że o gustach trudno dyskutować. W każdym razie klamka zapadła, a klub z miasta Fiata (to jeden z sympatyczniejszych synonimów w futbolu) tak samo przejął się protestami kibiców, jak Donald Trump manifestantami w Waszyngtonie.

Zresztą Juventus bynajmniej – pozostając w skojarzeniach z Jankesami – nie odkrył Ameryki. W ostatnim czasie loga klubów szły pod dłuta i rysiki niemal hurtowo. Czasami zmiany były subtelne – jak w przypadku Realu Madryt, który „ściął” krzyż z korony, by nie drażnić arabskiego sponsora, innym razem drastyczne, jak w West Ham United, Manchesterze City czy Genk. I trzeba przyznać, że chociaż w tle rebrandingu – to fachowa nazwa przemodelowania symboli – leżą zazwyczaj po prostu pieniądze i cele marketingowe, to większość z tych znaków zyskała na przejrzystości i stała się bardziej nowoczesna.

Przykład Juventusu przypomniał mi jednak o ubiegłorocznej informacji z Ruchu Chorzów, w której zapowiadano „lifting” słynnej eRki. Wtedy wydawało się, że to posunięcie bezpośrednio związane z zastawieniem przez Dariusza Smagorowicza obecnego logo w banku, co spowodowało potężne perturbacje wokół udzielonej klubowi przez miasto pożyczki. Teraz wychodzi jednak na to, że Niebiescy, być może niechcący, po prostu idą z duchem czasu. I kto wie – być może nowy znak na przykład na Cyprze zyskałby jeszcze większą wartość niż podczas poprzedniej księgowej wyceny.

Z dużą niecierpliwością należy zatem wyczekiwać na premierę nowego symbolu czternastokrotnych mistrzów Polski. Zagadką pozostaje jedynie reakcja banku, który zostanie z ręką w… starej eRce. Ale może się mylę i zanim nastąpi wspomniana premiera, zostanie ona uczciwie wykupiona?

Zachłysnęliśmy się. Wizja setek milionów euro pompowanych w piłkę nożną przez Chińczyków podziałała na wyobraźnię, więc postanowiliśmy nie być gorsi, a nawet lepsi. To znaczy my jak my, bo dokładniej chodzi o pomysłodawców organizowania w Polsce, kosztem miliardów złotych, zimowej olimpiady 2030. Pomysł nie jest oczywiście nowy, bo przecierały już szlaki i Zakopane – ach te bankiety w „Sabale”!, i Kraków – władzom miasta wciąż odbija się to czkawką, a opinia publiczna najlepiej zapamiętała dziwne przypadki męża Jagny Marczułajtis. Tym razem jednak powstała wizja godna ambicji dumnego narodu, a nawet dwóch, bo projekt sięga od Pragi po Szczyrk. Co prawda pojawiły się już sugestie, że dziwnym trafem mapa ta pokrywa się z interesami pewnej firmy z branży rekreacyjno-turystycznej, ale w końcu eurostadiony na Ukrainie też budowano tam, gdzie sytość wilka była ważniejsza niż całość owiec.

Temat co prawda generalnie jest dość odległy w czasie, bo sięga za mundial, w którym zagrają prawie wszyscy chętni – to znów przykład inspirowany wizją rzeki pieniędzy wpływających do portfeli, widać po drobne nikt nie ma już ochoty się schylać – ale tym niemniej świetnie rozgrzewający w czas mrozów. W ramach tej przykominkowej refleksji warto jednak uświadomić sobie, że wszystkie rachunki wcześniej czy później wracają. Najświeższy przykład, oczywiście na znacznie mniejszą skalę, to Zagłębie Sosnowiec, które nie doszło do porozumienia ze zwolnionym w bardzo oryginalnych okolicznościach przyrody Piotrem Mandryszem. Trener właśnie odrzucił dwie koncepcje prezesa Marcina Jaroszewskiego i jeśli ktoś go wcześniej nie zatrudni to będzie pobierał niezłą pensję aż do 2018 roku. Taką umowę podpisano, takie ryzyko było, więc generalnie nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Proszę jednak zwrócić uwagę na pewien drobiazg – pieniądze na te wypłaty będą wyciągane od podatników. Tak samo jest w wielu innych klubach, gdzie cyfry pokrywające kontrakty należą do wszystkich, czyli jak się w naszym kraju przyjęło, do nikogo, więc ryzyko nic nie kosztuje tych, którzy je podejmują. Wystarczy krótka analiza podobnych wpadek, by się przekonać, że tam, gdzie pieniądze są prywatne, wydaje się je zdecydowanie rozsądniej.

Ale do rzeczy. W Szklarskiej Porębie oficjalnie przyznano, że idea igrzysk jest po to, by się przebić do narciarskiej elity. A że to mało prawdopodobne? No cóż, już same budżetowe pieniądze przeznaczone na promocję tego pomysłu są warte świeczki. No i kilka atrakcyjnych wycieczek też wydaje się całkiem realnych. Tylko ciekawe co na to wszystko mieszkańcy? Może jednak przydałoby się najpierw referendum?

Czy wiecie Państwo jak brzmi imię i nazwisko najważniejszej postaci światowej piłki? Takiej, która ma realny wpływ na jej rozwój zarówno sportowy, jak i strukturalny? Nie, to nie Gianni Infantino, a już na pewno nie Aleksander Ceferin… Władimir Putin też nie. Prawidłowa odpowiedź brzmi: Xi Jinping, przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej.

Mister Jinping przeprowadza właśnie rewolucję porównywalną – aczkolwiek w wydaniu bezkrwawym- jedynie z tą kulturalną, autorstwa Mao Zedonga. Przywódca Chin w 2015 roku postanowił, że futbol za Wielkim Murem stanie się potęgą i w tym celu opracował liczący 50 punktów plan, który naród pod światłym przewodnictwem partii skrupulatnie realizuje. Kopanie piłki stało się obowiązkowe w szkołach podstawowych i średnich, założono kilkanaście tysięcy szkółek z dobrze opłacanymi trenerami, a efektem szkolenia ma być wstrzyknięcie do chińskiego obiegu kilkudziesięciu tysięcy piłkarzy.

Za pracą u podstaw idą cele globalne, ale również skrupulatnie rozpisane. Docelowo Chińczycy mają zorganizować mistrzostwa świata, jednak dopiero wtedy, gdy pojawi się granicząca z pewnością szansa, że je wygrają. Przewodniczący Jinping w tym roku będzie obchodził 64 urodziny, mundiale na najbliższe pięć lat są już zarezerwowane, a ten z 2026 wykupią podobno Amerykanie, więc realizację wielkiego planu przewidziano zapewne na 2030.

Przewodniczący swoim sokolim okiem dostrzega już jednak poważne problemy – reprezentacja w eliminacjach do Rosji 2018 wciąż zbiera cięgi i już w marcu straci szanse na awans. Konieczne jest zatem przyspieszenie. I właśnie dlatego bite są kolejne rekordy transferowe i płacowe, które wykraczają daleko za granice rozsądku. Kolejne kroki też wydają się oczywiste – najpierw Chińczycy zniosą limit obcokrajowców w klubach, a potem zaczną ich naturalizować niczym Katar szczypiornistów. Bo jak się nie ma co się lubi, to się kupuje co się da. I wbrew reklamie za wszystko da się zapłacić złotą kartą, a już za uśmiech przewodniczącego Jinpinga na pewno.