Zachłysnęliśmy się. Wizja setek milionów euro pompowanych w piłkę nożną przez Chińczyków podziałała na wyobraźnię, więc postanowiliśmy nie być gorsi, a nawet lepsi. To znaczy my jak my, bo dokładniej chodzi o pomysłodawców organizowania w Polsce, kosztem miliardów złotych, zimowej olimpiady 2030. Pomysł nie jest oczywiście nowy, bo przecierały już szlaki i Zakopane – ach te bankiety w „Sabale”!, i Kraków – władzom miasta wciąż odbija się to czkawką, a opinia publiczna najlepiej zapamiętała dziwne przypadki męża Jagny Marczułajtis. Tym razem jednak powstała wizja godna ambicji dumnego narodu, a nawet dwóch, bo projekt sięga od Pragi po Szczyrk. Co prawda pojawiły się już sugestie, że dziwnym trafem mapa ta pokrywa się z interesami pewnej firmy z branży rekreacyjno-turystycznej, ale w końcu eurostadiony na Ukrainie też budowano tam, gdzie sytość wilka była ważniejsza niż całość owiec.

Temat co prawda generalnie jest dość odległy w czasie, bo sięga za mundial, w którym zagrają prawie wszyscy chętni – to znów przykład inspirowany wizją rzeki pieniędzy wpływających do portfeli, widać po drobne nikt nie ma już ochoty się schylać – ale tym niemniej świetnie rozgrzewający w czas mrozów. W ramach tej przykominkowej refleksji warto jednak uświadomić sobie, że wszystkie rachunki wcześniej czy później wracają. Najświeższy przykład, oczywiście na znacznie mniejszą skalę, to Zagłębie Sosnowiec, które nie doszło do porozumienia ze zwolnionym w bardzo oryginalnych okolicznościach przyrody Piotrem Mandryszem. Trener właśnie odrzucił dwie koncepcje prezesa Marcina Jaroszewskiego i jeśli ktoś go wcześniej nie zatrudni to będzie pobierał niezłą pensję aż do 2018 roku. Taką umowę podpisano, takie ryzyko było, więc generalnie nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Proszę jednak zwrócić uwagę na pewien drobiazg – pieniądze na te wypłaty będą wyciągane od podatników. Tak samo jest w wielu innych klubach, gdzie cyfry pokrywające kontrakty należą do wszystkich, czyli jak się w naszym kraju przyjęło, do nikogo, więc ryzyko nic nie kosztuje tych, którzy je podejmują. Wystarczy krótka analiza podobnych wpadek, by się przekonać, że tam, gdzie pieniądze są prywatne, wydaje się je zdecydowanie rozsądniej.

Ale do rzeczy. W Szklarskiej Porębie oficjalnie przyznano, że idea igrzysk jest po to, by się przebić do narciarskiej elity. A że to mało prawdopodobne? No cóż, już same budżetowe pieniądze przeznaczone na promocję tego pomysłu są warte świeczki. No i kilka atrakcyjnych wycieczek też wydaje się całkiem realnych. Tylko ciekawe co na to wszystko mieszkańcy? Może jednak przydałoby się najpierw referendum?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*