Na przednówku w Ruchu jak zwykle piszczy bieda. A gdzie jest Smagorowicz?

Kategorie: Bez kategorii

W przyrodzie pewne cykle są niezmienne, nawet jeśli ktoś nadal wierzy w globalne ocieplenie pomimo tego, co oglądaliśmy w ostatnich dniach za oknami. Jednym z tych stałych punktów programu jest przednówek i związana z nim finansowa zapaść Ruchu Chorzów. W kasie Niebieskich jak zwykle przed procesem licencyjnym skończyły się zapasy miejskiej gotówki, a nowej na razie nie widać…

Ten nieco ironiczny wstęp nie ma na celu kopania leżącego. Chciałbym, abyście Państwo potraktowali go jako przyczynek do głębszej refleksji na temat funkcjonowania klubów korzystających z publicznych pieniędzy, zwłaszcza w kontekście odpowiedzialności za podejmowane i związane z nimi decyzje. Zarówno ze strony dających, jak i – może nawet przede wszystkim – biorących.

Nie wiem bowiem, czy zwróciliście uwagę na jeden znamienny szczegół – w obecnym Niebieskim kontredansie nie słychać głosu Dariusza Smagorowicza. Człowieka, który twierdził, że pożyczka AD 2016 pozwoli Ruchowi odzyskać równowagę i rentowność.

Od tamtej chwili minął rok. Nie ma już w klubie ówczesnego właściciela i prezesa, nie ma już pożyczonych wówczas 18 milionów złotych, jest za to niespłacona pierwsza rata i 36-milionowy dług, z którego 21 milionów to zobowiązania właścicielskie. Czy są tam zobowiązania także wobec Smagorowicza? Odpowiedź pozostaje nieznana. Podobnie jak na szereg innych pytań z najważniejszym na czele: czy w przypadku upadku klubu istnieje szansa na odzyskanie całości publicznych pieniędzy? A jeśli nie to kto za to odpowie? I czy ówczesny prezes nie wprowadził czasem miasta w błąd przedstawiając wizję odzyskania stabilizacji, podobnie jak miało to miejsce z deklaracją, że klubowy herb jest wolny (PS. Z chęcią dowiedziałbym się też, czy i jak skończyła się tamta sprawa w prokuraturze?).
Zabawa na cudzy koszt to odwieczne marzenie nienasyconych utracjuszy, których największym kapitałem jest fantazja. I właśnie prezesi sportowych klubów należą do tego grona zaskakująco wręcz często. Może dlatego, że ich odpowiedzialność za decyzje podejmowane zgodnie z maksymą „raz się żyje, a po mnie choćby potop”, wciąż jest iluzoryczna i po zamknięciu drzwi z drugiej strony rozwiewa się jak dym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*