Naprawdę fajne (rzadko używam tego słowa, ale jego niezwykła pojemność w tym przypadku jest adekwatna) było to młodzieżowe Euro, w którym do rozegrania został już tylko finał. W dodatku przy okazji zobaczyliśmy w jakim miejscu tak naprawdę jest polska piłka, gdy zostanie odarta z magii Lewandowskiego i Nawałki.

Na największym plusie znalazły się stadiony. Nowoczesne i efektowne świetnie wypadały na żywo i na ekranach, robiąc znakomitą reklamę – nie bójmy się tego słowa – całej Polsce, która z pewnością nie przypomina kupy kamieni. Do tej otoczki dostosowali się kibice. Ci znad Wisły, stojąc ramię w ramię i piwo w piwo z Czechami, Niemcami, Włochami czy Anglikami po raz kolejny udowodnili, że potrafią się świetnie bawić w warunkach, w których nie ma ligowego, a firmowanego po cichu przez kluby, przyzwolenia na chamstwo. Bez klatek dla gości, bez rac w rękach tak zwanych ultrasów i bez lawiny bluzgów płynących przez megafony można było odnieść wrażenie, że wreszcie przenieśliśmy się mentalnie do lepszej części świata. Na ulicach niestety polska normalność dawała już o sobie znać – także w Tychach, gdzie kibole polowali na flagi kibiców z Czech i Niemiec.

Na drugim biegunie pozostały niestety kwestie sportowe. Młodzi piłkarze znad Wisły i ich selekcjoner Marcin Dorna zwyczajnie dali plamę, prezentując wszystkie śmiertelne grzechy znane z ekstraklasowych boisk i cofając polską piłkę do roku 2012, gdy Franciszek Smuda urządził reprezentacji upokorzenie porównywalne tylko z tym , jakiego Henryk IV doświadczył w Canossie. Na tle swoich rówieśników wypadli fatalnie pod każdym względem: fizycznym, technicznym, mentalnym i taktycznym.

Równie bolesną lekcję – komunikacji społecznej – dostał też Zbigniew Boniek, który od dawna na Twitterze porusza się w sposób specyficzny (chociażby pamiętny seksistowski pseudodowcipny wpis odnośnie Karoliny Hytrek-Prosieckiej). Tym razem prezes PZPN wyskoczył jak Filip z konopi i już po pierwszym meczu stanął murem za selekcjonerem deklarując, że wszelkie dyskusje są nieuprawnione, bo trener ten i tak poprowadzi Orlęta w kolejnych eliminacjach. No i teraz szef PZPN ma dwa wyjścia: albo dotrzyma słowa, co na dobre kadrze nie wyjdzie, albo postąpi logicznie, narażając się jednak na zarzut, że zrobił z gęby cholewę. No chyba że nakłoni Dornę do „samodzielnego” złożenia dymisji.

Całkiem na koniec warto też zauważyć lekcję ekonomiczną – ceny oficjalnych pamiątek UEFA to sygnał, że nawet 500+ nie załatało różnicy, jakie dzielą nasze zarobki od zachodnich odpowiedników…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*