Po II wojnie światowej na zimowych igrzyskach olimpijskich Polskę reprezentowało 702 sportowców, którzy przywieźli 20 medali. Matematycznie wychodzi na to, że krążek zdobywał jeden na trzydziestu pięciu olimpijczyków. Biorąc pod uwagę starty w najnowszej historii, od 1989 roku, średnia ta wzrasta raptem do dziewiętnastu. Na podium stanęło bowiem 16 z 303 reprezentantów w biało-czerwonych ocieplanych dresach. Miejsc w ósemce mieliśmy w tym okresie symboliczne czterdzieści i cztery…

Zanim ocenicie Państwo, czy to dużo, czy mało, warto ten obraz umieścić na tle finansowym. Kosztów przygotowań do Pjongczang nikt na razie oficjalnie nie zbilansował, więc spójrzmy wstecz – w przypadku Soczi 2014 pochłonęły 114 mln zł plus kolejne 4 na sprawy logistyczno-transportowe. Aby mieć świadomość, jak rozrasta się ta sportowa gąbka, warto zwrócić uwagę, że Vancouver 2010 wchłonęło około 40 mln.

Pretekstem do takich rozważań stała się awanturka o nominację olimpijską dla alpejczyka, dzięki której sporo osób dowiedziało się, że ta dyscyplina sportu w ogóle nad Wisłą istnieje. I trudno się temu dziwić, bo pod kątem profesjonalności i wyników ma tyle wspólnego ze swoim światowym wydaniem, co Beskid Niski właśnie z Alpami. Ale ad rem. Zadyma dotyczyła tego, kto będzie reprezentował Polskę w Pjong-czang, chociaż dla Polski to sprawa nieistotna, bo ani jeden, ani drugi adwersarz nie mają szans na realne zaznaczenie swojej obecności na stoku. Spór rozgorzał gwałtowny, a rywali obsadzono w klasycznych dla takich historii rolach: Michał Kłusak, którego sprawy z werwą broniła siostra Magdalena, to ten, który sam zbierał pieniądze na wymarzony start, natomiast w komfortowe przygotowania Michała Jasiczka grubo ponad milion złotych miał wpompować jego obrzydliwie bogaty ojciec. Na liście FIS dwa razy wyżej – co nie znaczy, że w ogóle wysoko, bo mowa o szóstej setce – jest ten pierwszy, wyniki lepsze osiąga ten drugi, ale punktów PŚ nie zdobył w tym sezonie żaden z nich. We wtorek PKOl umył ręce, odrzucając kartofel do PZN, co wróżyło prawdziwą wojnę. Tym bardziej że Jasiczkowie mają na takim polu sporo doświadczeń: kilka spraw sądowych już z PZN-em wygrali. A przecież wzorem pomysłów Papy Stamma można było przeciąć węzeł gordyjski w najprostszy możliwy sposób, czyli albo organizując bezpośredni pojedynek narciarski obu zainteresowanych, albo nie wysyłać do Azji żadnego z nich. Ale to ostatnie rozwiązanie byłoby zbyt proste i sprawiało przykrość nie tylko dwóm zawodnikom, bo przecież olimpijska nominacja to okazja do atrakcyjnego wyjazdu także dla osób towarzyszących, którzy co najmniej podwajają liczebność całej ekipy. Ostatecznie w systemie last minute okazało się, że wystartują obaj.

W tym roku na liście ogłoszonej przez PKOl widnieje więc – na razie – 60 nazwisk. Sugerując się statystyką ze wstępu, można spodziewać się trzech medali. Wychodzi na to, że do Korei wystarczyłoby wysłać tylko ekipę skoczków. Tych wystawimy pięciu (wystartuje czterech), ale wraz z nimi do Pjongczang wybiera się 9 (a wliczając prezesa Apoloniusza Tajnera,10) osób, m.in. dyr. sportowy Adam Małysz.

W ogóle lektura całej listy „Pjongczang 2018” jest niezwykle interesująca. Nagle okazuje się, jak wiele osób nad Wisłą pracuje na jakże liczne zimowe emocje, w jakże wielu dyscyplinach – jakże prężnie zawiadywanych przez dynamicznych i kreatywnych menedżerów – mamy ukrywane przez co najmniej cztery lata talenty, które w Korei wykorzystają nieobecność rosyjskich nakoksowa-nych gwiazd i poradzą sobie w starciu z astmatykami innych nacji…

Ba, także legendarnych postaci mamy tak wiele, że aby nie doprowadzić do kolejnego konfliktu, funkcją attache olimpijskiego uhonorowano Wojciecha Jasińskiego, prezesa PKN Orlen. Wszak jak podkreślał 4 lata temu prezes PKOl, Andrzej Kraśnicki, osoba sprawująca tę rolę „ma mobilizować zawodników i dzięki znajomości sportowego środowiska ułatwiać rozwiązywanie problemów”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*