Krajobraz po zadymie. Winni są i daleko, i bardzo blisko

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , ,

Media społecznościowe nie mają litości, za to mają nieprzebrane archiwa, w których nic nie ginie. I stanowią świetną pożywkę dla wszelakich interpretacji, także tych spiskowych. Nic więc dziwnego, że skandaliczna decyzja Komisji Ligi, która na jednym ogniu, pardon, posiedzeniu, zgrillowała dwa śląskie kluby, stała się odpowiednikiem benzyny wlanej do ogniska. A przy okazji wybuchu ujawniły się sprawy ze wszechmiar interesujące. Na przykład wpisy przewodniczącego KL, Zbigniewa Mrowca, który w czasie pamiętnej kartkowej kompromitacji Legii z Celtikiem domagał się od UEFA, by wygrał futbol. Albo biogram jego zastępcy Roberta Błaszczaka, będącego na co dzień członkiem Rady Nadzorczej koszykarskiej… Legii. Czy w tej sytuacji można się dziwić opiniom, że panowie komisarze strzelili Górnikowi gola, a nawet trzy, właśnie w imieniu klubu z Łazienkowskiej?

Cała ta sprawa faktycznie cuchnie na co najmniej tyle kilometrów, ile dzieli Śląsk od stolicy. W dodatku wszystkie argumenty KL upadały jak domek z kart (znaczonych) niemal z godziny na godzinę. Począwszy od tezy o sprowokowaniu zajść spaleniem flagi – jak się okazało linia czasu wyglądała zgoła odmiennie – po bezlitosne statystyki. Na przykład te dotyczące właśnie zamieniania flag rywali w pochodnie. Od kwietnia 2017 w Ekstraklasie było siedem takich przypadków i żaden nie miał konsekwencji w postaci odbierania punktów. Na myśl przychodzi za to miłosierne potraktowanie Legii po tym, jak jej kibole w meczu na szczycie z Górnikiem dwukrotnie zorganizowali racowiska, które doprowadziły do wielominutowego przerwania spotkania. Nawiasem mówiąc, już na zawsze nierozstrzygniętym dylematem pozostanie kwestia, co stałoby się w przypadku, gdyby któryś z zabrzan okazał się uczulony na toksyczny dym i nie był w stanie kontynuować gry… Ale do rzeczy – zasądzone wtedy 70 tysięcy grzywny, nałożonej na mistrzów Polski, szef Komisji ze śmiertelnie poważną miną odtrąbił jako najsroższą karę w historii tego gremium, ale o walkowerze nawet się nie zająknął.

Analizując wokółderbowe wydarzenia, warto jednak spojrzeć także bliżej niż za „gierkówkę”. Chociażby do samych Gliwic, gdzie zawiedli wszyscy. Począwszy od ochrony przepuszczającej flagę Piasta wnoszoną na sektor gości, przez system identyfikacji kibiców, który nie wychwycił nazwisk osób poszukiwanych przez policję, po ludzi montujących ogrodzenie w taki sposób, że wystarczyło je rozkołysać, by padło jak długie. Co prawda być może dzięki temu nie doszło do większej tragedii, bo fakt ten rzeczywiście zadziwił szturmujących do tego stopnia, że tylko trzech z nich weszło w rolę harcowników, a reszta bandy stanęła niczym wmurowana (czyli zrobiła to, czego nie zrobił płot).

Swoje dwanaście groszy dorzucił też oczywiście Górnik. Pod tym względem Komisja Ligi miała pełne prawo, by ukarać klub zakazem zorganizowanych wyjazdów, bo prowokacja w postaci wywieszonej odwrotnie flagi skradzionej onegdaj z siedziby Piasta nie ulega wątpliwości, aczkolwiek nie kwalifikuje się do odbierania punktów w tabeli. No i Górnik wciąż nie rozwiązał sprawy Grzegorza Kasprzika – z pozoru nie ma to wiele wspólnego z sobotnimi wydarzeniami, ale charakteryzuje fatalną politykę wewnętrzną klubu i budzi domysły w zakresie wpływu środowisk kibicowskich na decyzje zarządu z Roosevelta.

Na koniec tej podróży trzeba się przenieść w kierunku placu Sejmu Śląskiego w Katowicach, gdzie urzęduje wojewoda. Czy nikt nie zastanowił się nad tym, dlaczego urzędnik, który z takim zapałem zamykał przed kibicami gości pierwszoligowe stadiony, przespał okazję, by zadziałać prewencyjnie w przypadku, w którym wskaźnik ryzyka rzeczywiście usadowił się głęboko na czerwonym polu? Czy wojewodę aż tak pochłonęła batalia o zastąpienie Wilhelma Szewczyka Marią i Lechem Kaczyńskimi, czy też policji zabrakło papieru na złożenie stosownego wniosku? To już muszą między sobą rozstrzygnąć sami zainteresowani. W każdym razie przez sumę tych wszystkich zaniedbań śląskie kluby dostały słony rachunek, a Śląsk jako taki zebrał wizerunkowy łomot w ogólnopolskich mediach.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w globalnym rozrachunku sobotnia hańba stanie się lekcją, z której region wyciągnie wnioski, udowadniając, że stereotypy o tutejszym rozsądku nie są już tylko pustym frazesem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*