Miesięczne archiwum: Grudzień 2018

Telewizyjny kontrakt stał się faktem. Po pieniądze za prawa do pokazywania jednego meczu w kolejce sięgnięto głęboko do kieszeni podatników, a cała kwota potwierdza, że piłka nożna jest najbardziej przepłaconą dziedziną życia, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej rzeczywistą wartość wyznaczaną przez sukcesy międzynarodowe, średnią widzów na trybunach i jakość widowisk serwowanych przez piłkarzy.

Traf chciał, że umowa transmisyjna niemal zbiegła się w czasie z reformą ogłoszoną przez PZPN, a której sednem jest zniesienie limitu obcokrajowców oraz obowiązek wystawiania do gry młodzieżowca. Ten pierwszy punkt nie budzi we mnie większych emocji – otwarta zdrowa konkurencja, także ekonomiczna, może wyjść wszystkim na dobre. Ciekawsze kwestie wiążą się z młodzieżowcami. Zasadniczo uważam, że regulacje narzucające najczęściej przynoszą skutek odwrotny do oczekiwanego, a jakość obroni się sama (czyli w tym przypadku: zdolny młody piłkarz i tak zawsze znajdzie miejsce w zespole). Mleko jednak zostało już rozlane, więc warto skupić się przede wszystkim na zagrożeniach, jakie mogą się z tym faktem wiązać. Traf chciał, że w ciągu doby rozmawiałem z trzema prezesami klubów i wszyscy mieli podobną refleksję, więc trudno uznać ją za przypadek. Ich zdaniem, przepis doprowadzi nieuchronnie do dwóch skutków. Po pierwsze, ekstraklasowcy zostaną zmuszeni do wyciągania najzdolniejszej młodzieży z I i II ligi bez względu na to, czy piłkarze ci dojrzeli już do gry na najwyższym szczeblu, a po drugie – będą musieli tymże nastolatkom oferować bardzo wysokie uposażenia, bo wymuszona przepisami rywalizacja na rynku o nieliczne prawdziwe talenty będzie bezlitosna. Oczywiście, że w pewnej części przekłada się to de facto na rachunek za słabe szkolenie w samych klubach tak zwanej elity, tym niemniej zagrożenie doprowadzeniem do patologii jest realne. Jasne, że na takim scenariuszu skorzystają kluby z niższych lig, które za takiego piłkarza będą żądać wielokrotnie wyższej kwoty transferowej niż dotychczas, ale całość wygląda na nieprzemyślaną do końca.

Może więc warto rozważyć regulaminowe „bezpieczniki”? Na przykład maksymalną wysokość kontraktu dla piłkarza mającego prawo występu z młodzieżową opaską, tak, by o wyborze klubu decydowały przede wszystkim perspektywy, jakie wiążą się z danym pracodawcą? Chociażby po to, by łatwiej utrzymać takiego zawodnika z dala od zagrożeń, o których mogliście przeczytać w książce o Dawidzie Janczyku? Poza tym biorąc pod uwagę niedotrenowanie piłkarzy Ekstraklasy (cytat z prezesa PZPN), taka regulacja może stanowić początek prawdziwej i niezbędnej dla ozdrowienia piłki reformy.

Czy potrafisz twerkować? – tak brzmi najpopularniejsze zdanie mijającego tygodnia. Wspomniana w nim czynność oznacza nic innego jak kręcenie tyłkiem do muzyki na mocno ugiętych nogach. Wydźwięk takiego pokazu bywa zazwyczaj dość erotyczny.

Autorem zdania jest Martin Solveig, adresatką Ada Hegerberg. On to didżej, ona to piłkarka. Dodajmy, że najlepsza w Europie. Okazją do spotkania była gala, podczas której po raz pierwszy w historii wręczono Złotą Piłkę „France Football” w kategorii futbolu kobiecego. Solveig był prowadzącym, Hegerberg historyczną laureatką.

Nieszczęsne pytanie – skwitowane pełną zakłopotania odpowiedzią „nie” – wywołało zrozumiały medialny rezonans. Seksizm w najprymitywniejszej postaci – absurdalnie niewłaściwy zawsze i wszędzie, ale szczególnie w takich okolicznościach, stanowiący jaskrawy kontrast dla pełnego pasji przemówienia Szwedki, podsumowanego adresowanym do wszystkich dziewczyn hasłem „wierzcie w siebie” – trafił na czołówki gazet i portali, które na co dzień z piłką kobiecą nie mają nic wspólnego. Dalszy ciąg był dość banalny. DJ przeprosił, a Hegerberg dyplomatycznie oświadczyła, że w tamtym momencie nie pomyślała, że jest to pytanie obraźliwe, bo przepełniało ją szczęście związane z nagrodą.

Kurz bitewny już jednak się uniósł, błysnęła w nim m.in. Katarzyna Kiedrzynek, publicznie dziwiąc się, że „Luki Modricia nie poproszono o zakręcenie tyłkiem albo i czym innym!”. Na koniec bramkarka PSG zadeklarowała, że dzięki wydarzeniom na gali sprecyzowała swoją przyszłość po karierze sportowej. – Zajmę się wtedy walką z seksizmem – oznajmiła jedna z najlepszych polskich piłkarek w historii.

Oburzenie – podkreślę raz jeszcze – jest całkowicie słuszne i zrozumiałe. Ale nie da się jednocześnie uciec od pewnego spostrzeżenia. Gdyby nie twerkowa afera, nikt nad Wisłą (zaokrąglam oczywiście, bo hipsterzy bywają także na naszych ulicach) nie dowiedziałby się o istnieniu DJ-a Solveiga, a zapewne niewiele więcej osób usłyszałoby o kobiecej Złotej Piłce i samej Hegerberg (zwłaszcza w innym kontekście niż jej narzeczeństwa z piłkarzem Lecha Poznań). Wystarczy zresztą spojrzeć na pierwsze relacje z gali i proporcje dotyczące tej nagrody wobec triumfu wspomnianego przez Kiedrzynek Modricia nad Ronaldo, aby upewnić się, że teza ta jest prawdziwa. Krótko mówiąc, Martin Laurent Picandet, bo tak nazywa się DJ, swoją głupotą znakomicie przysłużył się popularyzacji kobiecego futbolu.

Już dawno żadnego debiutu w polskiej piłce nie oczekiwano z takim zainteresowaniem, jak przejęcia rządów na ławce trenerskiej Lecha przez Adama Nawałkę. Poznaniacy słono za to zapłacili, ale pod względem marketingowym już im się co nieco zwróciło. Gorzej na razie z aspektem wynikowym, jednak czas na oceny w tej kategorii przyjdzie dopiero wiosną.

W całej historii najciekawszy wydaje mi się element porównawczy, na który media nie zwracają większej uwagi. Chodzi o fakt, że wejście Nawałki jest przecież drugim w ostatnim czasie takim zdarzeniem w polskiej piłce. Niedawno do ligowej piłki wrócił wszakże nie kto inny, a Franciszek Smuda.

Pierwszy przejął Lecha, drugi grającego na peryferiach krajowego futbolu Górnika Łęczna, pierwszy na powitalnej konferencji zaprezentował firmową powściągliwość i umiejętność mówienia bez powiedzenia czegokolwiek, drugi snuł opowieści mające tyle wspólnego z rzeczywistością co historie z książki nieżyjącego już Janusza Wójcika. Przy okazji wyszło zresztą na jaw, że Smudę dotknął środowiskowy syndrom Jana Tomaszewskiego, czyli nawet najpoważniejsze oskarżenia puszczane są mimo uszu. Smuda powiedział przecież wprost, że poprzedni spadek Łęcznej wynikał z otaczającego ją procederu korupcyjnego. No cóż, różnica w obrazach powitalnych obu szkoleniowców jest dokładnie taka, jak w grze prowadzonych przez nich reprezentacji na mistrzostwach Europy 2012 i 2016 i w wysokości wypłat, jakie obaj pobierają obecnie za swoje usługi…

A propos – w przypadku Nawałki największy żal może gnębić z pewnością… Górnika Zabrze. Gdyby w środowisku trenerów obowiązywały takie same zasady, jak w kontekście transferów zawodników, na Roosevelta trafiłaby całkiem spora suma pieniędzy z funduszu solidarnościowego. Bo przecież to ten klub miał największe zasługi w wypromowaniu marki trenerskiej aktualnego szkoleniowca Lecha, chociaż GKS Katowice też zgarnąłby z tego stołu przyzwoity okruch.