Czy potrafisz twerkować? – tak brzmi najpopularniejsze zdanie mijającego tygodnia. Wspomniana w nim czynność oznacza nic innego jak kręcenie tyłkiem do muzyki na mocno ugiętych nogach. Wydźwięk takiego pokazu bywa zazwyczaj dość erotyczny.

Autorem zdania jest Martin Solveig, adresatką Ada Hegerberg. On to didżej, ona to piłkarka. Dodajmy, że najlepsza w Europie. Okazją do spotkania była gala, podczas której po raz pierwszy w historii wręczono Złotą Piłkę „France Football” w kategorii futbolu kobiecego. Solveig był prowadzącym, Hegerberg historyczną laureatką.

Nieszczęsne pytanie – skwitowane pełną zakłopotania odpowiedzią „nie” – wywołało zrozumiały medialny rezonans. Seksizm w najprymitywniejszej postaci – absurdalnie niewłaściwy zawsze i wszędzie, ale szczególnie w takich okolicznościach, stanowiący jaskrawy kontrast dla pełnego pasji przemówienia Szwedki, podsumowanego adresowanym do wszystkich dziewczyn hasłem „wierzcie w siebie” – trafił na czołówki gazet i portali, które na co dzień z piłką kobiecą nie mają nic wspólnego. Dalszy ciąg był dość banalny. DJ przeprosił, a Hegerberg dyplomatycznie oświadczyła, że w tamtym momencie nie pomyślała, że jest to pytanie obraźliwe, bo przepełniało ją szczęście związane z nagrodą.

Kurz bitewny już jednak się uniósł, błysnęła w nim m.in. Katarzyna Kiedrzynek, publicznie dziwiąc się, że „Luki Modricia nie poproszono o zakręcenie tyłkiem albo i czym innym!”. Na koniec bramkarka PSG zadeklarowała, że dzięki wydarzeniom na gali sprecyzowała swoją przyszłość po karierze sportowej. – Zajmę się wtedy walką z seksizmem – oznajmiła jedna z najlepszych polskich piłkarek w historii.

Oburzenie – podkreślę raz jeszcze – jest całkowicie słuszne i zrozumiałe. Ale nie da się jednocześnie uciec od pewnego spostrzeżenia. Gdyby nie twerkowa afera, nikt nad Wisłą (zaokrąglam oczywiście, bo hipsterzy bywają także na naszych ulicach) nie dowiedziałby się o istnieniu DJ-a Solveiga, a zapewne niewiele więcej osób usłyszałoby o kobiecej Złotej Piłce i samej Hegerberg (zwłaszcza w innym kontekście niż jej narzeczeństwa z piłkarzem Lecha Poznań). Wystarczy zresztą spojrzeć na pierwsze relacje z gali i proporcje dotyczące tej nagrody wobec triumfu wspomnianego przez Kiedrzynek Modricia nad Ronaldo, aby upewnić się, że teza ta jest prawdziwa. Krótko mówiąc, Martin Laurent Picandet, bo tak nazywa się DJ, swoją głupotą znakomicie przysłużył się popularyzacji kobiecego futbolu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*