Miesięczne archiwum: Luty 2019

To jeden z najbardziej pamiętnych obrazów w całym polskim sporcie. 20 marca 2011 roku ostatni skok w karierze oddał Adam Małysz. Na skoczni w Planicy w jedynej tego dnia serii poleciał 216 metrów i wylądował na trzecim miejscu. Zwycięzca osiągnął pół metra mniej, ale w warunkach nieporównywalnie trudniejszych. Był nim Kamil Stoch… Bardziej symbolicznej sceny ilustrującej zmianę warty nie sposób było sobie nawet wyobrazić, a wzruszony Orzeł z Wisły mówił, że spełniło się jego marzenie, by zostawić po sobie nie spaloną ziemię, a godnego następcę.

Od kilku dni na naszych oczach rozgrywa się kolejna fantastyczna historia, ale tym razem na sentymentalizm nie ma co liczyć. I to z kilku powodów: po pierwsze stary mistrz nie schodzi jeszcze ze sceny, po drugie pomimo wielu osiągnięć z pewnością nie czuje się całkowicie spełniony, po trzecie młody wilk może jego marzenia zamienić we własne sukcesy, a po czwarte na jedynej mogącej połączyć ich płaszczyźnie, czyli w reprezentacji kraju, może nie być miejsca dla nich obu równocześnie. Mowa oczywiście o Robercie Lewandowskim i Krzysztofie Piątku.

To, co stało się udziałem 23-letniego chłopaka z Dzierżoniowa w ostatnich kilkudziesięciu godzinach, wygląda jak sen. W dodatku wyjątkowo kolorowy, bo powitanie z Mediolanem miał iście epickie, co podkreśliła niezwykła sceneria włoskiego szaleństwa („Pio, Pio, Pio, Pio!!!” autorstwa Tiziano Crudeliego, przecież tego nie da się, jak mawia młodzież, odzobaczyć). O takim tle swoich wyczynów starszy o siedem lat Lewandowski może tylko pomarzyć.

Jak potoczy się cała mediolańska przygoda Piątka nie sposób oczywiście jeszcze przewidzieć, ale wspomniana atmosfera, jaka otacza samego zawodnika i cały klub, daje mu nad kapitanem kadry przewagę już na starcie. W dodatku sam Piątek znacznie lepiej niż Lewandowski potrafi to wykorzystać. Jego charakterystyczny firmowy „kowbojski” gest wykonywany po strzeleniu goli stał się już przecież rozpoznawalny, a potencjał marketingowy może zbliżyć się nawet do „łuku” Usaina Bolta.

Lewandowski takiego talentu nie ma. Można zresztą odnieść wrażenie, że dość mocno irytują go ograniczenia własnej marki, która dotarła do bariery, za którą byłby gwiazdą globalną, ale nie zdołał jej sforsować, A o tym, że próbował za wszelką cenę, świadczy na przykład wynajęcie jednej z najwiekszych na świecie specjalistycznej agencji marketingu sportowego. Piątkowi kolejne kroki przychodzą naturalniej, w dodatku – przynajmniej na razie – nie jest obciążony dość ciężkostrawnym i infantylnym małżeńskim skojarzeniem z „polskimi Beckhamami”, za to Włosi przylepiają mu łatki znacznie bardziej (z)nośne, jak „Polski papież” czy „Robocop”.

Największą frajdę z tej rywalizacji mają kibice. Pytanie brzmi natomiast: co zrobi Jerzy Brzęczek, który już podczas meczów Ligi Narodów w Chorzowie nie potrafił sobie z takim nadmiarem bogactwa poradzić i postawił na Lewandowskiego. Teraz, w zbliżających się eliminacjach mis-trzostw Europy, posadzenia Piątka na ławce żaden kibic już by mu nie wybaczył. Ale czy na boisku jest miejsce dla dwóch supernowych?