Brudna krew na białym śniegu

Kategorie: Bez kategorii

Złapanie z ręką w nocniku ma od niedawna krwisty odpowiednik. Max Hauke podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Seefeld został nakryty na gorącym uczynku, z żyłą podpiętą do aparatury dokonującej transfuzji krwi. Żeby było jeszcze bardziej ponuro trzeba zaznaczyć, że austriacki biegacz w życiu pozasportowym jest policyjnym kadetem, a rzecz się działa w symbolicznej różowej willi.

Dla wielu polskich kibiców afera, której początek miał miejsce podczas ówczesnego nalotu służb specjalnych, zniknęła w złoto-srebr-nym blasku bijącym ze skoczni, która tylko z nazwy była normalna. A szkoda, bo to właśnie dopingowa bomba stała się na świecie tematem numer jeden, znacznie ważniejszym od wyników i medali. Skala jej eksplozji wykracza wszak daleko poza Austrię i brudzi śnieg nie tylko w śladach na trasach biegowych. Za całym mechanizmem ma stać niemiecki lekarz Mark Schmidt, który „opiekował” się nie tylko biegaczami narciarskimi, i zapowiada się na dynamiczny rozwój afery, być może porównywalny z dokonaniami innego medyka, Eufemiano Fuentesa. Na liście klientów Schmidta znajdują się podobno także nazwiska kolarzy, więc skojarzenie jest całkowicie uprawnione.

W mijającym tygodniu dopingowa afera zyskała nieoczekiwanie polski wątek, za sprawą Justyny Kowalczyk, która wykorzystała okazję, by po raz kolejny uderzyć w skandynawskich astmatyków. Jej słowa, by podczas koniecznego oczyszczenia środowiska całkowicie zabronić używania leków przeznaczonych dla osób cierpiących na tę chorobę układu oddechowego przez zawodowych sportowców, spotkały się z natychmiastowym kontratakiem. Arne Ljungqvist, szwedzki były skoczek, wręcz uznał, że Kowalczyk powinna milczeć, bo taki przepis oznaczałby… złamanie praw człowieka.

Polka, która słynie z bezkompromisowego spojrzenia na świat, czego efektem była między innymi zupełnie niepotrzebna publiczna scysja z męską częścią biegowej reprezentacji kraju, swojego zdania rzecz jasna nie zmieniła. Skandynawowie też zresztą tematu już specjalnie nie drążyli, mając zapewne na uwadze fakt, że Kowalczyk ich gwiazdom już nie zagraża, spojrzeli za to szerzej na wieści z różowego domku. Niektórzy nieśmiało porównują już austriacką aferę (która jednak dotyczyła także zawodników innych narodowości) do rosyjskiego przemysły koksowniczego w lekkiej atletyce. I po cichu zadają pytanie czy MKOl. także w tym przypadku zastosuje odpowiedzialność zbiorową wobec najbardziej skażonych przetoczoną krwią reprezentacji?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*