Drugie dno w Rakowie

Kategorie: Bez kategorii

Marek Papszun. Niesamowita postać ligowej piłki. Do futbolu zstąpił niemal ex machina, wyciągnięty zza nauczycielskiego biurka. Nie wiem, czy właściciel x-komu, Michał Świerczewski, posiada w swojej firmie urządzenie podobne do tego, które wskazało w „Czterdziestolatku” Stefana Karwowskiego jako idealnego kandydata na dyrektora, ale trafił w dziesiątkę. 44-latek rozstawia po kątach kolegów z I ligi, a w Pucharze Polski bezlitośnie ograł butnego Sa „Niezasłużyliśmynaporażkę” Pinto.

Nad fenomenem szkoleniowca Rakowa i prowadzonego przez niego zespołu zastanawia się już cała Polska, ale mam wrażenie, że nigdy – a przynajmniej w czasach pokorupcyjnych – nie było klubu tak wymykającego się próbom diagnozy i klasyfikowania. Wszystko, co oczywiste – konsekwencja, zaufanie do szkoleniowca, jasny podział ról – nie przyniosłoby takich efektów, jakie obserwujemy w Częstochowie, bez drugiego dna. I właśnie na nim zapewne leży największa tajemnica sukcesu ekipy z ulicy Limanowskiego.

Gdybym miał wskazać najważniejszy z elementów,byłaby to struktura własnościowa. Raków jest mianowicie klubem w stu procentach prywatnym i w dodatku należy do człowieka, który piłkę, wraz z całą otaczającą ją specyfiką, po prostu czuje. Pozwala więc rozwinąć skrzydła – nie tylko trenerowi Papszunowi, ale także prezesowi Wojciechowi Cyganowi, spełniającemu marzenia z różnych powodów niespełniane przez blisko dekadę pracy w Katowicach, gdzie po jego odejściu klub wpadł w korkociąg w kierunku drugoligowej otchłani.

Wracając do Rakowa. Do osiągnięcia statusu w pełni profesjonalnego klubu potrzebuje jeszcze tylko i aż stadionu. I tu już pojawia się problem ze wspomnianą prywatnością. Bo marzenia o tym, by inwestycja została zrealizowana pozabudżetowymi środkami, nie są niestety realne. A czy ma uzasadnienie budowanie przez miasto areny dla prywatnego biznesu? Bo bądźmy szczerzy – to będzie stadion Rakowa, nie Częstochowy jako takiej.

Przed takim dylematem, wspartym potężnym lobbingiem chociażby ze strony PZPN-u (notabene Wojciech Cygan jest w nim członkiem zarządu), stają właśnie prezydent, radni i skarbnik miasta leżącego w cieniu Jasnej Góry. Pomimo takiego sąsiedztwa nie mogą liczyć na cud – na przykład w postaci wygranej w loterii Eurojackpot – i będą musieli sięgnąć do kieszeni po twarde złotówki. I podjąć decyzję: czy klub będzie za użytkowanie nowego stadionu płacił komercyjne stawki, czy też np. płacił mniej, ale jednocześnie rozliczał się reklamowo. A może miasto wniesie obiekt aportem do spółki? No cóż, to może być równie pasjonująca rozgrywka jak ta firmowana przez Papszuna i jego chłopaków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*