Kibice kadry Brzęczka uwierzą już we wszystko…

Kategorie: Bez kategorii

O to, by ponawałkowy wizerunek reprezentacji zaczął pękać niczym kryształowy wazon inżyniera Stefana Karwowskiego w delegacji w Budapeszcie, Jerzy Brzęczek zadbał tuż po swojej nominacji. Do dziś nie wiadomo, dlaczego nowy selekcjoner dobrał sobie do sztabu akurat tego trenera bramkarzy, będącego w powszechnej świadomości jedną z twarzy afery korupcyjnej, co wywołało pierwszą falę całkowicie uzasadnionej krytyki. Jak się jednak szybko okazało, podobne kłopoty stały się specjalnością i znakiem firmowym obecnej kadry, a najświeższe jej przypadki tylko ten trend potwierdziły. Można nawet odnieść wrażenie, że bałagan na tym polu jest jeszcze większy niż na boisku, chociaż wydaje się to niemożliwe.

Ale do rzeczy. Po meczu z Austrią Brzęczek wdał się w kompletnie niezrozumiałe tłumaczenie dotyczące fatalnej gry Arkadiusza Milika. Selekcjoner przyznał mianowicie, że napastnik Napoli był chory, dodając, że wystawił go zamiast zdrowego Krzysztofa Piątka, bo… tak trenował w ostatnich dniach i nie chciał niczego zmieniać. Jak się okazało, był to początek poważniejszych perypetii, bo wkrótce wirus dopadł kolejnych reprezentantów. Zasadnicze pytanie brzmiało więc: kto dopuścił do tak ryzykownej sytuacji? Logicznie rzecz biorąc, wygląda to na błąd medycznej części sztabu, która nie zaleciła odizolowania chorego zawodnika i dopuściła do sytuacji, gdzie w środku nocy trzeba było ściągać specjalistów, by wykluczyć świńską grypę… Generalnie sekwencja tych irracjonalnych wydarzeń – w imię profesjonalizmu – zasługuje na powołanie przez PZPN specjalnej komisji śledczej, która stwierdziłaby niezbicie, czy wspomniane zalecenie rzeczywiście nie zostało sformułowane. Efektem dochodzenia powinny być personalne konsekwencje, bez względu na to, że osłabiona reprezentacja ostatecznie poradziła sobie z zespołem złożonym z byłych i obecnych piłkarzy polskiej ligi. A jeśli ostrzeżenie padło? No cóż, wtedy sprawa też będzie jasna.

Andrzej Woźniak w bluzie z Białym Orłem, absurdalne pozdrowienie dla Michała Pola, histeryczna obrona Jakuba Błaszczykowskiego, wycieczka na mecz młodzieżówki, dziennikarska prowokacja dotycząca słów Roberta Lewandowskiego, świńska grypa… Przy takiej – niekompletnej przecież – liście większych i mniejszych wpadek, nie może dziwić fakt, że totalny „fake news” na temat Arkadiusza Recy, podany jako pewnik przez Macieja Szczęsnego w studiu telewizyjnym, padł na tak podatny grunt. Po prostu kibice są już w stanie uwierzyć we wszystko, no może poza tym, że kadrowicze naprawdę wiedzą, co mają grać na murawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*