Fornalik zerwał pępowinę

Kategorie: Bez kategorii

Jest na Twitterze filmik nagrany przez przypadkowego świadka, który powinien stanowić najlepsze podsumowanie finiszu Ekstraklasy. Kierowca mija na autostradzie autokar osłonięty łopoczącymi od pędu powietrza płachtami. Nagle jedna z nich odchyla się w taki sposób, że widoczna staje się część napisu na burcie pojazdu. Napisu rozpoczynającego się od liczby 15. To pojazd, którym honorowe rundy po Warszawie mieli wykonać piłkarze Legii. Jest w tym obrazie wszystko – także hipokryzja stołecznego klubu, który apelował do Lecha o uczciwą grę, a jednocześnie bez poczucia wstydu przypisuje sobie tytuł kupiony w sposób, który cała Polska pamięta, a który później całkowicie słusznie został klubowi odebrany.

Tym piękniej na takim tle wyglądał triumf Piasta Gliwice. Wyczyn porównywany w mediach do walki Dawida z Goliatem, baśni o Kopciuszku i innych popkulturowych historii, w których maluczki rzuca na kolana giganta, a także do analogicznej sportowej legendy z Leicester, będzie żył w pamięci kibiców bardzo długo. Warto mu się jednak przyjrzeć od innej strony.

Po pierwsze, rzuca się w oczy reakcja szeroko pojętej kibicowsko-dziennikarskiej stolicy, która oswajając się z klęską, szuka porównań mających uświadomić skalę upokorzenia. Wyliczono na przykład, że w Gliwicach mieszka tyle osób co na Pradze-Południe. Po drugie, argument o ewentualnym blamażu w europejskich pucharach podnoszony jest właściwie wyłącznie poza Warszawą, mającą najwidoczniej świadomość wyjątkowej obosieczności tej tezy. Po trzecie, cała Polska poznała Gerarda Badię, chyba najsympatyczniejszego piłkarza całej ligi. Po czwarte, Waldemar Fornalik definitywnie zerwał pępowinę łączącą go z Ruchem Chorzów, przez którego pryzmat był postrzegany nawet w czasie pracy selekcjonerskiej. I wreszcie po piąte, ale tym razem ze znakiem zapytania. Wyjątkowo interesującą kwestią jest mianowicie to, czy miasto Gliwice naprawdę zdaje sobie sprawę ze skali wyczynu swojego zespołu i czy zdoła go marketingowo wykorzystać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*