Lekka ze Śląskim to związek na siłę

Kategorie: Bez kategorii

Zawsze byłem sceptyczny co do lekkoatletycznej misji Stadionu Śląskiego (kto chce, to sobie „wygugla” twarde dowody) i czuję się w tym sceptycyzmie coraz bardziej umacniany. Możemy bowiem podziwiać zdjęcia wielkich gwiazd, analizować znakomite wyniki i ekscytować się wizją pojedynków najszybszych sztafet globu, ale w tle tych zmagań musi paść pytanie o ich adresatów, czyli kibiców.
A z nimi jest po prostu krucho. Niedzielny Memoriał Kusocińskiego przyciągnął na trybuny chorzowskiego giganta nieco ponad 14 tysięcy widzów. O 25 procent mniej niż ubiegłoroczny. Jasne, że statystycznie wszystko da się udowodnić, a tyle osób w jednym miejscu na sportowym wydarzeniu to i tak więcej niż na przykład na przeciętnym meczu piłkarskiej Ekstraklasy, ale jest w tym jeden haczyk, by nie rzec hak. Mianowicie taki, że na Stadion Śląski wpuszczano bez biletów, czyli gratis. Ten gest został co prawda podlany sosem piarowskiej propagandy (100-lecie Powstań Śląskich, 100-lecie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, 100 procent za darmo), ale ostateczna frekwencja jasno pokazuje, że wprowadzenie biletów oznaczałoby kompletną klapę frekwencyjną na poziomie może kilku tysięcy hobbistycznych wielbicieli Królowej Sportu.
To kolejny hojny gest – uzasadniany także zadośćuczynieniem dla mieszkańców województwa za utopienie w Śląskim setek milionów publicznych złotówek – ze strony zarządcy obiektu, ale czas zacząć zadawać w tej kwestii konkretne pytania. Na przykład o kwotę, za jaką „zatrudniono” ambasadorki Stadionu: Justynę Święty-Ersetic i Ewę Swobodę, a przede wszystkim Anitę Włodarczyk? Bo plotki, których z oczywistych względów nie warto powtarzać, mogą być wszak stugębne, a więc kompletnie nieprawdziwe…
Przy okazji takich prezentów, jakim był bezpłatny wstęp na Memoriał (swoją drogą przed podjęciem takiej decyzji zaczęto już sprzedawać bilety, co dało pożywkę teorii, że chodziło o uniknięcie wspomnianej frekwencyjnej zapaści) warto też spojrzeć na sprawę inaczej. Po pierwsze rzeczy otrzymane za darmo nie budzą w odbiorcach szacunku, a po drugie przyzwyczajenie do takiego rozdawnictwa bardzo często skutkuje katastrofą w momencie nieuchronnej komercjalizacji: ludzie nie będą już skłonni zapłacić za coś, co do tej pory otrzymywali bez sięgania do portfela.
Zdaję sobie sprawę, że taki punkt widzenia nie musi być powszechny, a niedzielną kusą frekwencję można tłumaczyć poprzedzającą imprezę ulewą czy też średnim terminem, ale swojego zdania nie zmienię: Stadion Śląski stolicą lekkiej atletyki czyniony jest na siłę. I konsekwentnie stoję na stanowisku, że ta nachalność nie skończy się miłością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*