Warszawa robi sobie igrzyska w Krakowie

Kategorie: Bez kategorii

Ta historia jest tak dziwna, że aż straszna. Polska wygrała z nikim i za cztery lata zorganizuje Igrzyska Europejskie. No, może nie cała Polska, tylko Kraków, któremu tę imprezę wciśnięto z Warszawy i który o niczym właściwie nie wie, a już najmniej o pieniądzach, jakie trzeba na tę imprezę wyłożyć.
Jeśli Państwo akurat przegapili, to obecna, druga w historii, edycja tych starokontynentalnych igrzysk trwa właśnie w Mińsku. Przegapić ją można faktycznie łatwo, bo w tym samym czasie najlepsi sportowcy startują w innych miejscach globu, czego przykładem są koszykarze formuły trzech na trzech, którzy równolegle z białoruskimi zmaganiami rozgrywali swoje mistrzostwa świata w Amsterdamie, gdzie Polska sięgnęła po brązowy medal. Gwiazdy lekkiej atletyki też podróżują obecnie po intratnych mityngach, kolarze jeżdżą w tourach, itp., itd.
Nie chodzi jednak o deprecjonowanie tych zawodów, których sens od początku poddawano w wątpliwość i zderzano z mistrzostwami Europy w poszczególnych dyscyplinach (niektóre poszły na kompromis i postanowiły uznać za takowe rywalizację na IE, oszczędzając zapewne nieco pieniędzy wydawanych zazwyczaj na organizację), ale o sam sens ściągania jej do Krakowa. Okazało się otóż, że pomysł ten był przede wszystkim ideą nieobleczoną w jakiekolwiek materialne szaty. Nikt na przykład nie wie, ile taka zabawa ma kosztować i skąd te pieniądze w ogóle wziąć. Polski Komitet Olimpijski, który inicjatywie udzielił błogosławieństwa, ucieka od odpowiedzi, twierdząc, że obecnie najważniejsze są zmagania w Mińsku, a do kwestii krakowskiej przejdziemy później. Natomiast sam rząd – pomysł jest podobno autorstwa znanego z zamiłowania do Formuły 1 premiera Mateusza Morawieckiego i bliżej nieznanej z aktualnych sportowych pasji wicepremier Beaty Szydło – nie odpowiada na pytania w ogóle. Marszałek województwa małopolskiego też najwyraźniej zaniemówił ze szczęścia po zwycięstwie, które Kraków odniósł walkowerem, za to samorządowy prezydent miasta ogłosił, że się cieszy, ale przepłacać za tę stołeczną fanaberię nie ma zamiaru.
Cała sprawa wyraźnie dopiero się rozkręca, ale już widać, że pierwszą konkurencją będzie przerzucanie odpowiedzialności. Oczywiście, niewykluczona jest nawet ostateczna kompromitacja w postaci rezygnacji z organizacji, gdy ktoś sięgnie po kalkulator i oszacuje stosunek kosztów do sensu ich ponoszenia, ale to akurat wydaje się najmniej prawdopodobne. Historia skończy się zapewne, jak w przypadku Roberta Kubicy, publiczną olbrzymią daniną na rzecz zrealizowania igrzysk zafundowanych przez polityków ludowi za jego pieniądze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*