Niebieska promocja

Kategorie: Bez kategorii

Promocja miasta. Takim wytrychem Ruch Chorzów próbuje otworzyć skarbiec w ratuszu, by przetrwać jeszcze kilka tygodni. A miasto, jak oficjalnie poinformowało, uważnie się nad tym wnioskiem pochyliło.

Nikt najwyraźniej nie zadał sobie trudu, by zwrócić uwagę na to, co jest w tym wszystkim najważniejsze. A więc na samo znaczenie słowa „promocja”. Oczywiście, że cały ten konkurs, który mógł wygrać tylko Ruch, stanowił formalną przykrywkę dla przekazania klubowi pieniędzy. Mam jednak przekonanie, że gdzieś powinny istnieć granice absurdu dotyczącego wydawania przez urzędników publicznych setek tysięcy, a może milionów złotych. I czuję podskórnie, że właśnie w Chorzowie ta bariera została osiągnięta.

Słownik Języka Polskiego definiuje promocję jako „działania zmierzające do zwiększenia popularności jakiegoś produktu lub przedsięwzięcia”. Zadajmy więc proste pytanie: w jaki sposób możemy to zastosować w kontekście Ruchu? Aby uniknąć podejrzenia o subiektywizm przeprowadziłem szybki test wśród znajomych w całej Polsce. Wyniki były jednoznaczne: klub piłkarski z Chorzowa, grający na szczeblu trzeciej ligi, do której obsunął się z Ekstraklasy w ekspresowym tempie, w żaden sposób popularności miasta nie zwiększa. Ba, jest właściwie odwrotnie. Bo Chorzów widziany przez niebieskie szkiełko jest obecnie – czas spojrzeć prawdzie w oczy – kojarzony fatalnie. Z zamykanymi gangami kiboli, porachunkami tych, którzy jeszcze chodzą na wolności, zabazgranymi murami, stadionem przynoszącym wstyd, sportowym krachem i właśnie bezmyślnym topieniem pieniędzy podatników.

Ruch, w ramach promocyjnej umowy miał nakręcić 200 spotów reklamowych i przeprowadzić 200 akcji. Miasto wyceniło taką usługę na 4 miliony złotych. Teraz zastanawia się, jaki procent klub już wykonał, i w związku z tym jaki procent kwoty docelowej już mu się należy. Tu też nikt nie zadał prostego pytania: czy ktoś z Was widział jakikolwiek filmik? A może słyszał coś o akcji, której popularność wykroczyła poza chorzowski wyremontowany Rynek?

W całej sprawie ciekawy jest także element stanowiący w tej wieloletniej rozgrywce absolutną nowość: znacząca większość kibiców już nie chce, by miasto wykładało kolejne pieniądze, które i tak niczego nie zmienią w sensie długoterminowym! A jednak to miasto nad sprawą się pochyla…

Trudno uciec od wrażenia, że chodzi tylko o to, by po całkowitym upadku klubu w jego obecnym kształcie, nie zaczęto zadawać pytań sięgających w przeszłość: dlaczego tak długo z magistratu w różny sposób finansowano prywatny klub i za publiczne pieniądze uparcie przeciągano go od jednej do kolejnej katastrofy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*