Z impetem w głąb

Kategorie: Bez kategorii

Najtrudniej powstrzymać upadek i destrukcję. Ta architektoniczna prawda obowiązuje także w świecie piłki i wyjątkowo boleśnie dotyka właśnie klubów z naszego regionu.

Z największym impetem w głąb zmierza oczywiście Ruch Chorzów, który jest przykładem skrajnym, bo tak dynamicznego i jednocześnie dramatycznej dezintegracji nie było bodaj od czasów Odry Wodzisław. W poważnych opałach na początku sezonu znajdują się jednak także ci, którzy na mecie poprzednich rozgrywek zaliczyli pierwszą degradację – GKS Katowice i Zagłębie Sosnowiec. Na Bukowej kolejny eksperyment na żywym organizmie znów przynosi opłakane skutki i znów kibice uznają, że zmiany w szatni najwyraźniej były zbyt delikatne, skoro zespół jak przegrywał tak przegrywa. Na marginesie tych sportowych perypetii katowiczanie w sobotę świętowali zadziwiający jubileusz – na własnym boisku nie wygrali meczu od… roku. Może nawet szkoda, że nie urządzono z tej niezwykłej okazji jakiejś oficjałki z zaproszeniem na murawę wszystkich, którzy dołożyli do takiego osiągnięcia swoje cegiełki.

Aż tak spektakularnego wyczynu nie ma jeszcze na swoim koncie Zagłębie Sosnowiec, co nie zmienia faktu, że od momentu awansu do Ekstraklasy klub sprawia wrażenie, jakby dosłownie uderzył wtedy za mocno głową w sufit. Zadziwiające decyzje personalne, polityka transferowa prowadzona od ściany do ściany, raz z dużym opóźnieniem, innym razem z wyraźnym falstartem, i gra zespołu, przy której nie może dziwić miejsce pod kreską spadkową tym razem już w I lidze.

We wszystkich trzech przypadkach można znaleźć jeden mianownik – w Ruchu, GKS-ie i Zagłębiu dużą część winy za obecną sytuację ponoszą miasta. W pierwszym przypadku gołym okiem widać brak zdecydowania w działaniu, w drugim brak kompetencji do zarządzania klubem sportowym, a w trzecim podejście kibicowskie zamiast racjonalnego.

W całej tej historii pojawia się też wątek, który można nazwać etycznym, bo akurat w Katowicach rechot z upadku Ruchu słychać było najgłośniej. A przecież przed tym, by nie śmiać się z cudzych wypadków, przestrzegają nawet ludowe przysłowia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*