Północ dnia ostatniego

Kategorie: Bez kategorii

Mistrz Polski gładko odpada w swoich pierwszych rundach kwalifikacji do europejskich pucharów. Mecz obrońcy tytułu ze zdobywcą Pucharu Polski przyciąga liczbę widzów mieszczącą się w futbolowym błędzie statystycznym, Najlepszy piłkarz Ekstraklasy przenosi się na Wyspy i ląduje na twardej ławce rezerwowych w klubie pierwszej ligi. Król strzelców nie dostaje w letnim okienku żadnej konkretnej oferty zmiany barw. Nikt nie ma już złudzeń, że marka Ekstraklasa i jej gwiazdy świecą tylko w krajowym grajdołku.

I wtedy nadchodzi kolejne okienko transferowe. I znów okazuje się, że ceny oraz gaże zawodników są kompletnie oderwane od rzeczywistości, prezentowanych przez nich umiejętności oraz mocy przyciągania widzów na trybuny. Ba – piłkarz, który był niemiłosiernie wyszydzany przez kibiców swojego klubu, a wystawiający go trener znalazł się pod poważnym oskarżeniem o autosabotaż, zostaje sprzedany za kwotę, która dla uboższych klubów oznaczałaby niemal półroczny budżet. No i tuż przed północą dnia ostatniego dochodzi do zdarzeń, które najlepiej pokazują mentalność powszechną w futbolowym polskim świecie.

Na scenie pojawia się otóż zawodnik, który kilkanaście miesięcy temu zasłynął jako „asystent sezonu”, czyli najlepiej podający do późniejszych zdobywców goli. Tytuł godny, ale po wyruszeniu w świat szybko i boleśnie zweryfikowany. Problemy z wywalczeniem miejsca w kolejnych zespołach mówiły same za siebie, a ich konsekwencją było wystawienie na listę do ponownego wypożyczenia. Chętnych wielu nie było, ale „źródłowy” klub nie miał wątpliwości, że warto spróbować. A ponieważ jako się rzekło ceny mają się nijak do wyceny prawdziwej wartości, konieczne okazało się przeprowadzenie zbiórki wśród zamożnych sympatyków, którzy do puszki wrzucili tyle, że starczyłoby na gażę przyprawiającą szarego zjadacza chleba o zawrót głowy, nawet doliczając do tego 500+ na kilkoro dzieci. Sęk jednak w tym, że drugą – równie hojną – część pensji miał płacić obecny pracodawca, a ten się do tego nie palił.

Żadna ze stron nie ustąpiła i w efekcie impasu sprawa upadła tuż przed zatrzaśnięciem okienka, co oznacza, że piłkarz nadal będzie się bogacił oglądając piłkę zapewne z bezpiecznego dystansu. Z jednej strony chęć zysku wydaje się całkowicie zrozumiała, ale z drugiej, romantyczniejszej, wydaje się, że wciąż priorytetem powinna być możliwość biegania po boisku. No chyba, że jego pisana przez niewielkie „k” kariera zakończyła się w momencie przekroczenia progu zachodniego klubu, zabierając ze sobą wszystkie ambicje i marzenia. Ale w takim przypadku ewentualna kolejna oferta z Polski powinna być już znacznie niższa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*