Gigantomania z nudą w tle

Kategorie: Bez kategorii

Nuda – powiedział Vital Heynen po kolejnym sparingowym meczu w ramach mistrzostw Europy. Selekcjoner siatkarzy trafił tym określeniem w punkt – turniej w pierwszej fazie, a wszystko wskazuje na to, że aż do półfinałów, jest najlepszą ilustracją trendu, jaki obowiązuje w sporcie podporządkowanym interesom telewizyjnym, a jednocześnie całkowicie niszczącym intrygującą dotychczas elitarność zawartą w słowie „mistrzostwa”.
Wpuszczenie do tej rangi zawodów amatorów, dla których barierą bywały dotychczas eliminacje pełniące rolę naturalnego „sita”, całkowicie zabiło emocje. Udział w tej parodii biorą jednak nie tylko siatkarze, ale przedstawiciele wszystkich największych sportowych federacji, o czym można było się przekonać chociażby podczas niedawnych mistrzostw świata w koszykówce. Trend wyznaczają rzecz jasna FIFA i UEFA. Sami powiedzcie – ale tak z ręką na sercu – czy naprawdę podniecają Was mecze w pierwszej fazie grupowej Ligi Mistrzów? Ba, wielu kibiców ma problem, by przypomnieć sobie, kto zagrał w poprzednim finale LigiEuropy, a tymczasem lada moment powstanie kolejny puchar, w którym będą mogli wystartować już właściwie wszyscy chętni, a już na pewno ci wykazujący chęci, by zmierzyć się z zespołami Ekstraklasy…
Jest coś zdecydowanie absurdalnego w fakcie, że w kwalifikacjach do Euro 2020 szansę na awans do finałów mogą mieć nawet zespoły z piątego miejsca w grupie. Wszystko oczywiście po to, by nie stracić ani centa z rzeki pieniędzy, która mogłaby zubożeć w przypadku (uwielbianych przecież przez kibiców) sensacyjnych wpadek „dużych” graczy piłkarskiego świata.
Pytanie brzmi więc nie „czy”, ale „kiedy” ta sztucznie pompowana bańka pęknie. Nie sposób utrzymać wysokiego poziomu zainteresowania wydarzeniami, w których jedna ze stron jest – to pojęcie znane ze sportów walki – kelnerem przynoszącym faworytom punkty na tacy. Poziomy wykresów emocji i oglądalności powoli, ale coraz wyraźniej, zbliżają się i nie jest to bynajmniej tendencja zwyżkowa.
Na marginesie tej gigantomanii trzeba zwrócić uwagę na samych sportowców. Na jednej szali leżą sprawy ludzkie, na przykład nieustanna niemal rozłąka z najbliższymi, na drugiej zdrowotne. Kontuzje wynikające z przeciążeń i nadmiernej eksploatacji organizmów stają się normą, a jedynym sposobem na oszczędzanie gwiazd jest rotowanie składem. To z kolei wymaga olbrzymich nakładów finansowych, co siłą rzeczy promuje najbogatszych, dodatkowo pogłębiając rosnącą z roku na rok przepaść.
Czy taka gra naprawdę jest warta świeczki w imię wypełniania ramówki hojnie płacących stacji telewizyjnych?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*