Odważne pytanie o Piszczka pożegnanie

Kategorie: Bez kategorii


Mecz ze Słowenią zamknął najdziwniejsze w historii eliminacje do mistrzostw Starego Kontynentu i pozostawił po sobie wiele pytań. Zarówno tych fundamentalnych – o rzeczywistą siłę polskiej reprezentacji i o to, w jak dużym stopniu na jej wynikach zaważyło szczęście, słabość rywali oraz jednostkowa moc Roberta Lewandowskiego, jak i prozaicznych – jak można przygotować murawę w sposób, który przynosi wstyd na cały piłkarski świat. Jednoznacznych odpowiedzi, jak to w sporcie, nie otrzymamy nigdy, ale za to pole do popisu mają wszyscy domorośli i medialni fachowcy.
Przyznam, że od wtorkowego wieczoru – chociaż ta kwestia może zostać źle przyjęta w kategoriach poprawności politycznej – nurtuje mnie jeszcze coś zupełnie innego. A mianowicie ceremonia pożegnania Łukasza Piszczka. Żeby była jasność – chłopak z Goczałkowic-Zdroju absolutnie sobie zasłużył na taki splendor, owację od kibiców i łzy wzruszenia – moje wątpliwości dotyczą jedynie momentu, w którym to wszystko miało miejsce. Czy oficjalny mecz o punkty to właściwa okoliczność dla takiej fety? Wszak Jerzy Brzęczek świadomie rozpoczął spotkanie pozbawiając się jednej zmiany, która miała nastąpić już w 30. minucie spotkania. A przecież już sytuacja z Kamilem Glikiem pokazała, że w tej bitwie zdarzyć się może wszystko. I niewiele wszak brakowało, by Biało-Czerwoni kończyli ją, ze względu na kontuzje, w dziesiątkę…
A jeśli nawet uznać, że zapewniony awans i nieistniejące w praktyce szanse na wywalczenie miejsca w pierwszym koszyku usprawiedliwiały takie ryzyko, to czy szpalery i gratulacje powinny mieć miejsce w czasie gry? Wybicie piłki na aut przez Wojciecha Szczęsnego, zbiegnięcie zawodników do linii bocznej i postawienie w dziwnej sytuacji rozgrzanych batalią i Słoweńców, wyglądały dość specyficznie. No i pozostaje pytanie pół żartem pół serio: co by było gdyby niezorientowani w ceremoniale rywale wznowili grę z autu?
Czy naprawdę nie można było momentu pożegnania zorganizować tuż po gwizdku kończącym pierwszą połowę, w drodze do szatni? Wtedy szpaler byłby równie efektowny, wrzawa kibiców równie donośna, a może nawet sławetny okrzyk Dariusza Szpakowskiego nie byłby tak żenujący, jak miało to miejsce w czasie rozgrywania szybkiej akcji?
Mam wrażenie, że tych pytań nikt, może ze wzruszenia, a może z obawy o naruszenie tabu, dotychczas nie zadał. Pozwalam więc sobie zostawić je Państwu pod ocenę.
Opinie i odpowiedzi przysyłajcie jak zawsze na r.musiol@dz.com.pl.ą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*