Archiwa tagu: Andrzej Woźniak korupcja

Jerzy Brzęczek na starcie swojej selekcjonerskiej kariery popełnił błąd poważniejszy nawet niż strata piłki w spotkaniu ze Szwecją. Tym razem sam pognał na własną bramkę i pomimo licznych nawoływań dopełnił dzieła golem samobójczym.

Trudno doprawdy w inny sposób zinterpretować absurdalny upór dotyczący powołania Andrzeja Woźniaka na stanowisko trenera bramkarzy w reprezentacji Polski. Człowieka, który w zorganizowanej grupie przestępczej odgrywał rolę bynajmniej nie pionka, a później znany był szerzej jako Andrzej W. (nie mylić z innym bramkarzem, Bodziem W., który skracał się na koszulkach z własnej woli). Argument, że Woźniak swoje winy odpokutował nie powinien przekładać się na sferę reprezentacyjną, a słowa Brzęczka, że „wciąż ponosi konsekwencje, moim zdaniem niesłusznie” były absolutnie skandaliczne.

Nie wiem, czy nowy selekcjoner przed podjęciem decyzji, albo przynajmniej w momencie, gdy mógł się z niej honorowo wycofać, przeczytał akt oskarżenia, który zakończył się wyrokiem 2,5 roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, grzywną w wysokości 30.000 złotych i zakazem pracy w profesjonalnym sporcie przez rok.
Dominik Panek, niestrudzony kronikarz najmroczniejszych lat polskiego futbolu, autor bloga pilkarskamafia.blogspot.com, na szczęście zachowuje takie rzeczy dla potomności. Warto więc przypomnieć, że człowiek, któremu Brzęczek powierzył szkolenie najlepszych polskich bramkarzy, nie był tylko ofiarą systemu sterowanego przez „Fryzjera”, a jednym z czynnych uczestników.

Podczas pracy w Koronie Kielce razem z Andrzejem B. („człowiekiem ze znajomościami w świecie sędziów i obserwatorów”) oraz z trenerem Dariuszem W., „mieli ustalić, które mecze ustawić, a także w których spotkaniach wesprzeć rywali kieleckiego zespołu”. Pieniądze na ten cel pochodziły od zawodników, którzy przekazywali szkoleniowcom swoje premie „w ustalonej wysokości”. I tu dochodzimy do wyjątkowo paskudnej kwestii. Arkadiusz B., kapitan drużyny zeznał. że panowie W. brali udział w składkach, płacąc tyle, ile wynosiły premie zawodników podstawowej jedenastki, ale… „W przypadkach, gdy oprócz premii, mieliśmy przynosić dodatkowe pieniądze, to zwłaszcza młodzi, mniej zarabiający zawodnicy, ich nie mieli . Wówczas pożyczali i zakładali za nich pieniądze właśnie W. i W. Ci młodzi zawodnicy później im te pieniądze zwracali.”.

Krótko mówiąc obecny członek sztabu reprezentacji Polski pożyczał młodym zawodnikom pieniądze na łapówki… Jeśli po tym zdaniu Brzęczek nie zauważył jaskrawo świecącego znaku „stop”, to trudno interpretować sprawę inaczej niż jako przejaw chęci udowodnienia całemu światu, że nikt i nic nie jest w stanie zmienić raz przez niego podjętej decyzji, choćby ta oznaczała krok w przepaść.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Media społecznościowe zawrzały, fora kibiców też. Przewaga głosów negatywnych przypominała sejmową PiS-owską większość. Przede wszystkim stało się jasne, że każda wpadka kadry, a już na pewno w przypadku, gdy błąd popełni jej golkiper, wywoła falę precyzyjnie wymierzonego hejtu, z którym trudno będzie poradzić sobie i Woźniakowi, i samemu Brzęczkowi.Kilka trafień obaj panowie już zresztą zaliczyli. Jak chociażby to z Twittera: „Trenerem reprezentacji Polski został gość który był skazany za korupcję w piłce. Ja aby uzyskać licencję trenerską UEFA muszę przedstawić zaświadczenie o niekaralności #hipokryzja”.

Bo mówiąc o odpokutowaniu selekcjoner powinien pamiętać, że istnieją grzechy śmiertelne. Proceder korupcyjny nieodwracalnie złamał kariery wielu młodym zawodnikom i trenerom, a całą polską piłkę wrzucił do szamba. Także rękami Andrzeja Woźniaka.