Archiwa tagu: Anna Lewandowska

Do worka z logo „#MeToo” można już wrzucić właściwie wszystko. Molestowania prawdziwe i rzekome, fizyczne i iluzoryczne, świeże i prehistoryczne. Skala akcji jest porażająca, ale wciąż pozostają regiony nieodkryte. Na przykład Bale Mistrzów Sportu, gdzie – z konieczności – zamiast laureatów na scenie pojawiają się ich żony bądź partnerki.

Żaden chyba wyczyn boiskowy nie budzi bowiem tylu emocji i wrażeń co kreacja, karnacja, fryzura, makijaż i odsłonięte powierzchnie ciała pań i panien, na co dzień obcujących – dosłownie i w przenośni – z Gwiazdami Masowej Wyobraźni. I na użytek tej ostatniej
w grę włącza się coraz większa część mediów, dla których podobne wydarzenia są niczym zastrzyk tlenu. A że większość „kibicowskich” komentarzy dotyczących wyglądu wybranek sportowych serc (ale również wyróżnianych sportsmenek, pracujących jednak przy takich okazjach dobrowolnie i na własny rachunek) ma charakter molestująco-upokarzający? No cóż, liczy się dobro najwyższe, czyli kliki, lajki i odsłony…

Typowy dla takich zdarzeń scenariusz obejrzeliśmy przy okazji organizowanego przez „Przegląd Sportowy” wyboru sportowca roku 2017. Werdykt stawiający wyżej loty Kamila Stocha niż kopnięcia piłki Roberta Lewandowskiego był być może dyskusyjny, ale najważniejszy okazał się „pojedynek” ich żon – Ewy z Anną, zwłaszcza że obie zaprezentowały różne style i różne preferencje modowe. Świetnym więc instynktem wykazał się zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, który z ekranu oświadczył, że żona jest jego najlepszą wizytówką, zdobywając dla niej wśród przedekranowego jury dodatkowe punkty.

Na tej wykreowanej rywalizacji zyskała też ta Trzecia, czyli Marcelina Hula. Uparcie pokazywana przez operatora Polsatu zamiast swojej przyjaciółki Ewy, zgarnęła część tortu, przy okazji niechcący wystawiając niefortunnego kamerzystę i realizatora na pośmiewisko oraz falę hejtu. Z takiej wpadki nie mogła przecież nie skorzystać grupa ekspertów od biografii i wizerunków celebrytów, czyli po prostu większość narodu z zapartym tchem przyglądająca się, czy na stoły podano już „ciepłe” i czy Apoloniusz Tajner po zgoleniu wąsa wygląda lepiej na tle dziewczyny, którą kiedyś brukowce uznały za pochodzącą z Pakistanu Pamelę, a naprawdę okazała się Izabelą Podolec z Jarosławia.

Bo właśnie hejt i chęć molestowania wydają się motorem napędowym wielu oglądaczy takich zdarzeń. I nawet jeśli ataki mają wymiar jedynie słowny, nadają się do akcji „MeToo” tak samo, jak mroczne historie odkrywane właśnie przez Hollywood. A co najgorsze – to zjawisko bazujące na tchórzliwej anonimowości wciąż rośnie. I jest coraz bardziej obrzydliwe.

Niespodzianki nie było. W Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” i TVP w cuglach tytuł Sportowca Roku zgarnął Robert Lewandowski. Szczególnie gorące dyskusje nad tym werdyktem nie rozgorzały, czemu trudno się dziwić, bo wszyscy zaniemówili na widok odbierającej trofeum żony swojego męża, w  sukni, w której na każdym szwie było widać ponad 10.000 zł, czyli kwotę, jaka  ponoć widniała na metce w dniu zakupu.

Mimo wszystko kilka ciekawych spostrzeżeń, niekoniecznie związanych z dekoltem pani Anny, można było z tej gali wyciągnąć. Na przykład, że formuła wrzucania wszystkich do jednego worka, w ciągu tych 81. edycji, zdaje się wyczerpywać może nie z roku na rok, ale z dekady na dekadę na pewno. Nie tylko dlatego, że wybitnych sportowców nam przybywa – po prostu o ich osiągnięciach wiadomo znacznie więcej i szybciej, a to sprzyja deprecjonowaniu i zapominaniu. Zalew telewizyjnych transmisji i migawek nie sprzyja refleksji nad rzeczywistą wagą tego, co oglądamy, a wręcz przeciwnie: znacznie łatwiej wygenerować obecnie zainteresowanie wydarzeniami o tak wielce wątpliwej proweniencji jak na przykład gale MMA, na czym skorzystała w tym roku Joanna Jędrzejczyk.

Oczywiście, że wola większości, nawet będącej w rzeczywistości mniejszością, staje się prawem i wyrokiem, o czym przekonujemy się od kilku tygodni. Ale jednak jest coś niezwykłego np. w tym, że vox populi nie wynosi na szczyt tak wybitnej osobistości, jaką jest Anita Wło-darczyk i nie pozostawia sobie Lewandowskiego na „deser”, czyli na kolejną edycję, gdy kapitan biało-czerwonych będzie miał za sobą mistrzostwa Europy.

Chociaż z drugiej strony może rzeczywiście nie ma na co czekać, bo gwiazdy nie tylko się rodzą, ale i umierają, więc kibicowski lud wołając „carpe diem!” mimo wszystko wie co robi . Wszak wczoraj,  niemal równo rok po plebiscytowym zwycięstwie, Kamil Stoch przepadł w  kwalifikacjach do MŚ w lotach…