Archiwa tagu: blog o Euro

Euro 2016 jest już historią. Tumult trybun już za kilka godzin zastąpi dyskretny szelest banknotów, które opadną na piłkarzy, trenerów, narodowe związki i kluby, a przede wszystkim na samą europejską federację. Ze swojego francuskiego Sulejówka będzie się temu przyglądał banita Michel Platini, który futbolową rzekę pieniędzy widowiskowo pogłębił rozdmuchując mistrzostwa do granic absurdu.

Ilość nie przeszła jednak w jakość. Meczów, które zapadną w pamięć nie tylko kibicom z uczestniczących w nim państw, było jak na lekarstwo. Przemęczeni wyczerpującymi sezonami kadrowicze mieli problemy, by raz jeszcze wznieść się na swoje magiczne poziomy, a trenerzy – wśród nich Adam Nawałka – zdając sobie z tego sprawę, wymyślali taktyki kreujące na gwiazdy głównie bramkarzy i stoperów.

Mając świadomość, że nie sposób obrażać się na rzeczywistość, mimo wszystko po francuskim Euro mocno zatęskniłem za Euro w wydaniu nie masowym, a elitarnym.

W strefie mieszanej, czyli tam, gdzie dziennikarze mogą porozmawiać z piłkarzami, w czwartek w nocy duma łączyła się z żalem. Bo ćwierćfinał to sukces bez precedensu, ale wszyscy mieli świadomość, że być może uciekła im niepowtarzalna życiowa szansa.

Sam selekcjoner podkreślał, że co prawda coś się skończyło, ale jednocześnie coś się zaczyna. Bo jego zdaniem przed tą grupą ludzi jest przyszłość. Jest jednak na tej optymistycznej tezie smuga cienia: podstawowa kadra jest wąska, a od ławki rezerwowych dzieli ją znacznie więcej niż kilkadziesiąt centymetrów trawnika.

Powyższy problem na pewno będzie męczył Nawałkę po nocach, ale istnieje też powód do optymizmu: obecna reprezentacja dała impuls do przyśpieszenia ewolucji polskiej piłki, co zwiększa szansę na odkrycie następców obecnych gwiazd i pozwoli nieco zniwelować rów, który dzielił mecz kadry od blamaży Cracovii i Zagłębia Lubin w przedpokoju europejskich pucharów.

Na pocieszenie warto też sobie przypomnieć zasady obowiązujące w lekkiej atletyce, gdzie rekordy świata bije się – także z koniunkturalnych względów – nie o metry, ale o centymetry. A polska reprezentacja we Francji wskoczyła na znacznie wyższy niż dotychczas poziom, pozostawiając jednak sobie całkiem spore rezerwy. Teraz chodzi już tylko o to, by – parafrazując Wojciecha Młynarskiego – niczego w tej kwestii nie spieprzyć.

Nie tylko mundiale mają swoje tajemnice – mistrzostwa Europy również. Jedną z nich prawdopodobnie właśnie rozwiązaliśmy: chodzi o słabą formę piłkarzy Ukrainy, którzy byli pierwszym zespołem, jaki stracił szansę na awans z grupy. Okazało się bowiem, że konflikty polityczne były najwyraźniej tylko jedną z przyczyn ich sportowej klęski.

Nieco przypadkowo w drodze do Marsylii na czwartkowy mecz Polski z Portugalią, trafiliśmy do Aix-en-Provence, miejscowości położonej około 30 km od celu, stanowiącego turniejową bazą zespołu prowadzonego przez Michajło Fomienkę. Okazało się, że miasteczko, które powstało jako miejsce zamieszkania dla weteranów rzymskich legionów, stanowi absolutne przeciwieństwo La Baule, cichego kurortu nad Atlantykiem, na który postawił Adam Nawałka.

W Aix-en-Provence bujne życie toczy się do późna, a centrum miasta jest jedną wielką restauracją kuszącą nie tylko owocami morza oraz ślimakami, ale także specjałami z całego świata. Tętniące życiem puby i sklepy plus urodziwe studentki (w ilościach hurtowych) z wydziałów prawa i literatury uniwersytetu Aix Marseille z pewnością nie sprzyjały przedmeczowej koncentracji Ukraińców.

Po raz kolejny okazało się więc, że Adam Nawałka wie co robi. To wybór położonego „jeszcze dalej niż zachód” La Baule dał zapewne polskiej reprezentacji prowadzenie 1:0, które potem zostało utrzymane na boisku w Marsylii, gdzie dobiegła końca francuska przygoda ekipy naszych wschodnich sąsiadów.

We Francji do kolacji najczęściej zamawia się wino. Zwykle kieliszek, ale jest też opcja połowy butelki. Barman przynosi wtedy całą i tylko widniejąca na niej linia oddziela to, co zamówiliśmy, od tego, co powinniśmy pozostawić. To jedna z najsprytniej zastawionych pułapek na turystów: najczęściej ze stolika zabierane jest już tylko puste szkło, a w zamian trafia odpowiednio wyższy rachunek.

Reprezentacja Polski na Euro znalazła się właśnie w roli takiego klienta. Przyjechała po wyjście z grupy, ale jak tu zostawić świetnie bawiące się towarzystwo i poprzestać na planie minimum? Zwłaszcza że – w przeciwieństwie do turystów – im więcej kadra Nawałki ze stołu zgarnie, tym więcej na tym zarobi.

Trzeba też zdawać sobie sprawę, że francuskie mistrzostwa dopiero się zaczynają. Pierwsza faza rozgrywek służyła przede wszystkim oddzieleniu ziarna od plew. Przecież jeszcze cztery lata temu już sam awans na Euro przysługiwał właśnie szesnastce. Michel Platini rozwodnił tę elitę do granic absurdu, by zafundować igrzyska dla ludu, który jednak jest zbyt ubogi, by korzystać z nich w pełni. Bo i czas (miesiąc), i przestrzeń (między stadionami) to zabawa tylko dla bogatych.

Wracając jednak do punktu wyjścia. Chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że nasza butelka jest na razie wciąż do połowy pusta?