Archiwa tagu: blog o Rio

Statystycznie da się udowodnić wszystko. Politycznie zresztą też – nawet to, że białe nie jest białe, a czarne czarne. Jednak są fakty, których podważyć nie sposób i które nawet spod najbardziej nachalnej propagandy sukcesu zawsze złośliwie zamrugają kaprawymi oczkami.

Tak właśnie jest z oceną startu polskich sportowców na igrzyskach w Rio. Bo niby wszystko jest cacy (wszak pękła granica 10 medali, którą po raz ostatni udało się pokonać w 2000 roku w Sydney) to jednak w tej łyżce miodu zdaje się mieścić spora beczka dziegciu. Generalnym wskaźnikiem olimpijskich osiągnięć jest bowiem klasyfikacja medalowa. A w niej kraj znad Wisły znalazł się dopiero na trzydziestym trzecim miejscu. To najgorszy rezultat w powojennej historii polskich startów. I trudno doszukać się w tym przypadku, skoro przeglądając statystyki dowiadujemy się, że gorszy jakościowo bilans medali mieliśmy w… 1956 roku (1-4-4)!

Warto też przyjrzeć się proporcjom zdobyczy do liczebności polskiej kadry: w Brazylii jeden medal przypadł na 22 olimpijczyków, a złoty na 121, chociaż pojechało 25 osób więcej niż cztery lata temu do stolicy Wielkiej Brytanii… Takie dane powinny stanowić przyczynek do dyskusji o finansowaniu polskiego sportu zawodowego kosztem podstawowego ćwiczenia dzieci i szkolenia młodzieży oraz rozbudowy infrastruktury.

Może więc jednak warto wrócić do dawnego pomysłu wyżej podpisanego, by państwowymi przygotowaniami olimpijskimi objąć jedynie sztandarowe gwiazdy, a resztę na zasadzie zakładu: jeśli znajdziesz się w ósemce lub pobijesz rekord kraju otrzymasz (lub opiekujący się tobą związek) zwrot kosztów przygotowań. A jeśli nie? No cóż, zawsze będziesz mógł wpisać do CV olimpijską przygodę.

To wprost nieprawdopodobne, jak brazylijskie igrzyska olimpijskie przypominają życie polityczne nad Wisłą. Oto kilka przykładów na poparcie tej tezy:

Największe problemy w Rio związane były z nieopublikowaniem wyroku, czyli wyniku badań dopingowych przeprowadzonych w Polsce u mistrza sztangi Adriana Z. Efektem zwłoki był skandal o międzynarodowym zasięgu.

Konrad Czerniak padł ofiarą niejasnej sytuacji, w której nie zgłoszono go do zawodów, chociaż z dokumentów wynikało, że do kadry został wybrany całkowicie legalnie. Wszystko wskazuje na to, że prezes (związku) lub jego najbliżsi doradcy podjęli taką decyzję na własną rękę.

Paweł Fajdek drugą turę, czyli udział w wielkim finale rzutu młotem miał w kieszeni, a wszystkie badania sondażowe wskazywały na to, że złoto otrzyma bez walki. Rzeczywistość okazała się diametralnie inna.

Kompletną klęską zakończyły się występy pięściarzy i judoków. Ich bojowość oscylowała na poziomie byłego już posła, który zasłynął z okrzyku „Niemcy mnie biją”.

Absolutną liderką polskiej reprezentacji jest Anita Włodarczyk, twarda kobieta, w tle której stoi jednak trener-mężczyzna. I to jego polecenia doprowadziły ją na szczyt.

Dramatyczny upadek zaliczył podczas igrzysk polski koń. Jego wartość w wyniku tej kontuzji wyraźnie spadła.

Siatkarze zostali postraszeni przez Iran, pokonani przez Rosjan i dobici przez Amerykanów. Ot, taka geopoloityka w pigułce.

Telewizja polska relacjonuje wydarzenia w Rio w tonie niczym nie skrępowanej euforii, szerząc propagandę sukcesu i przekonując, że nawet porażki są zaczynem, z którego narodzą się przyszłe sukcesy.

No i na koniec oczywista oczywistość: najwięcej medali wyławiamy w Brazylii z wody. Trudno się temu dziwić, bo również nasi politycy najwięcej energii wkładają w utrzymywanie się na powierzchni i wiosłowaniu po złoto.