Archiwa tagu: Czarnecki PKOl

Ryszard Czarnecki żadnej pracy się nie boi. Żadnej przynależności partyjnej też zresztą nie, co widać w kronice jego niezwykłej politycznej kariery. I niczym swój teść Mirosław Hermaszewski (dla młodszych Czytelników wyjaśnienie: to wciąż jedyny Polak, który był w kosmosie), nie ma oporów, by sięgać do gwiazd. Choćby tylko sportowych.

Najnowszym celem europarlamentarzysty i – o czym nie wszyscy już pamiętają – niedoszłego prezesa PZPN, stał się fotel szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Furtkę do spełnienia tego marzenia uchylił Czarneckiemu związek siatkarski. Nie od dziś to gremium słynie z nieszablonowych rozwiązań, których innowacji świat zewnętrzny czasami nie potrafi docenić. Jak chociażby tych zastosowanych przy okazji zwycięskich dla Polaków mistrzostw świata, gdzie hasło „Złoto” interpretowano podobno na najbardziej zaskakujące sposoby. Siatkarskie błogosławieństwo dla Czarneckiego nie wybija się więc jakoś bardzo na tej liście.

Nominacja odbiła się jednak głośnym echem, wywołując nie tylko emocje, ale także zadziwiającą pasywność ze strony dziennikarzy zajmujących się siatkówką na co dzień. Nie zauważyłem mianowicie, by zadali związkowym bossom najprostsze możliwe pytanie, czyli „Co wami kierowało?”. Ciężar weryfikacji kandydatury wziął więc na siebie Konrad Piasecki, który w „Gościu Radia Zet” przepytał Czarneckiego także w temacie olimpijskim. Test wypadł kiepsko, ale bynajmniej nie zmącił dobrego samopoczucia posła, który brak wiedzy o liczbie złotych medali zdobytych przez Polaków na ostatnich igrzyskach skwitował w swoim mniemaniu zabawnym – choć to odczucie chyba nie było powszechne – stwierdzeniem „stremowałem się”.

Podsumowanie tej historii zabawne już jednak nie będzie. Sporo bowiem wskazuje na to, że u podstaw absurdalnego z pozoru posunięcia PZPS-u leży polityczno-ekonomiczne kunktatorstwo, oparte na nadziei pozyskania sponsorskiej przychylności spółek Skarbu Państwa. A jeśli tak jest to wybory mogą być jedynie formalnością. I dopiero wtedy naprawdę zaśmiejemy się w głos. Pamiętajmy jednak wówczas, że tak naprawdę śmieje się ten kto śmieje się ostatni… Zwłaszcza gdy siedzi w wygodnym fotelu lub w samolocie lecącym do apartamentu w luksusowym hotelu w Pjongczang.