Archiwa tagu: Dariusz Smagorowicz

Powyższe hasło pamiętają zapewne wszyscy, którzy chociażby krótko funkcjonowali w realiach poprzedniej epoki. Jak to jednak często bywa, historia właśnie zatoczyła koło.

W Ruchu trzeba bowiem oszczędzać w tym miesiącu niemal na gwałt. Na spłatę 4 milionów złotych, stanowiących pierwszą ratę pożyczki, pozostały równo dwa tygodnie. A to nie koniec kosztów. Na przykład wyraźnie wzrosną zapewne wydatki na obsługę adwokacką, bo oczyszczenie właściciela klubu Dariusza Smagorowicza z zarzutów stawianych mu przez Centrum Przedsiębiorczości, będzie – sądząc po piątkowym oświadczeniu samego zainteresowanego – wymagało najtęższych prawniczych głów. Atak nadciąga także z innego frontu: wątpliwości dotyczące kondycji finansowej Niebieskich sformułowała Komisja Licencyjna, domagająca się przedstawienia do końca listopada dowodów na to, że klub nie posiada sięgających przed 30 czerwca zaległości finansowych wobec pracowników i piłkarzy.

Problemy pieniężne to dla Ruchu nie nowina. Tym razem jednak nie przykrywają ich, a nawet wręcz przeciwnie, wyniki sportowe. Fatalna seria zespołu, który ma najgorszy bilans w tym roku spośród wszystkich klubów ekstraklasy, w szesnastu kolejnych występach stracił co najmniej jednego gola, przegrał cztery mecze z rzędu i spadł na dno tabeli, też przecież mogą mieć skutki materialne. Z jednej strony związane z oszczędnościami na premiach, ale z drugiej grożące wydatkami na nowy sztab trenerski.

Wmojej ocenie jest to osoba niekompetentna i niewiarygodna – stwierdził prezydent Chorzowa, Andrzej Kotala, na kwietniowej sesji Rady Miasta, gdy decydowały się losy pożyczki stanowiącej jedyny ratunek dla zadłużonego po uszy Ruchu Chorzów. Podmiotem tej oceny był ówczesny prezes Niebieskich Dariusz Smagorowicz, który zresztą nie uznał za stosowne zabrać przed rajcami głosu.

Kilka dni później prezydent tonował nastroje tłumacząc, że mocne w brzmieniu przymiotniki miały jedynie… zmobilizować Smagorowicza do wywiązania się z warunków, jakie miały stanowić zabezpieczenie olbrzymiej pożyczki udzielanej z publicznych pieniędzy. Ostatecznie prawo jej udzielenia scedowano na Centrum Przedsiębiorczości, Ruch gotówkę otrzymał, a Smagorowicz dopiero znacznie później przestał być prezesem, zachowując jednak kontrolny pakiet akcji klubu.

Nagle jednak pozorna idylla została zburzona. Zaczęło się od telefonicznej informacji od naszego Czytelnika, który stwierdził, że w klubie z Cichej wciąż dzieje się źle, a może być jeszcze gorzej, bo legendarna eRka stanowi zastaw pod kredyt byłego prezesa. Nasze oficjalne pytania wzbudziły w Ruchu konsternację, ale po kilkudziesięciu godzinach namysłu otrzymaliśmy odpowiedź stanowczo zaprzeczającą jakoby taka sytuacja miała miejsce.

Po kilku kolejnych dniach okazało się, że podobne podejrzenia co nasz Czytelnik ma również samo Centrum, które skierowało sprawę do prokuratury. O dziwo, były prezes zamiast skopiować jednoznacznie brzmiący list przysłany do redakcji, znów długo zastanawiał się nad tre ścią nowego oświadczenia. Od razu więc powstało pytanie: czyżby odpowiedź dla mediów różniła się od tej, jakiej trzeba udzielić w obliczu działań prokuratora? Jak się okazało tak właśnie było.

W związku z całą sprawą oczywiste wydają się dwa pytania. Jedno do miasta: – Jak to się stało, że 18 milionów złotych pożyczono bez rzetelnego sprawdzenia wiarygodności zabezpieczeń? I drugie do Smago-rowicza: – Gdzie jego zdaniem w pytaniu czy eRka jest zastawiona czy nie, znajduje się pole do „interpretacji”?

Bez względu na to, jak zakończy się bałagan związany z wyrokiem Trybunału Arbitrażowego, jedno nie ulega dla mnie wątpliwości: Dariusz Smagorowicz powinien złożyć dymisję z funkcji prezesa Ruchu Chorzów. Bo to właśnie on jest autorem dubeltowej klęski Niebieskich: ekonomicznej i sportowej.
Autorska polityka finansowa prowadzona przez Sma-gorowicza doprowadziła Ruch do ruiny, a jego pomysł na uratowanie klubu polega na tym, że każdy mieszkaniec Chorzowa powinien mu pożyczyć ponad 150 zł. Podobnie śmiałych poczynań szef klubu z Cichej w swojej karierze miał bez liku, więc niespecjalnie zaskoczyłaby mnie np. informacja, że próbował także pożyczyć, np. od Termaliki, … ligowy punkt.
Bo także obecna sytuacja sportowa Niebieskich to efekt działalności ich prezesa. Waldemar Fornalik i jego piłkarze zdobyli przecież liczbę punktów wystarczającą do gry w grupie mistrzowskiej, ale jeden z nich został im zabrany, ponieważ klub nie wywiązywał się ze zobowiązań. Co więcej, prezes Smagorowicz w momencie ogłoszenia tej decyzji rozbrajająco przyznał, że się jej… spodziewał. Nie spodziewał się za to, że można złożyć odwołanie do Trybunału, z czego tak skwapliwie skorzystała Lechia.
P.S. Warto zwrócić uwagę, że swoje trzy grosze do sytuacji Ruchu dołożyli jego kibole. To właśnie kary za oprawy zadecydowały o tym, że w tabeli fair play wyżej było Podbeskidzie.

Ruch brzydko się chwyta. Prywatny klub chce przetrwać za pieniądze miejskie, a docelowo grać na stadionie zbudowanym z pieniędzy wojewódzkich. Czyli: ja nie mam nic, ty nie masz nic, ale mamy klub w ekstraklasie.

Od razu nasuwa się też wiele pytań, na które odpowiedź jest konieczna przed podniesieniem ręki w głosowaniu.
– Dlaczego na opartą na  „chwilówkach” politykę finansową, nieuchronnie prowadzącą do krachu, nie reagował przedstawiciel miasta w zarządzie Ruchu?
– Dlaczego klub informacji o  domaganiu się pożyczki nie przekazał na „otwartej” konferencji prasowej z udziałem pozasportowych lokalnych mediów, uważnie patrzących władzy na ręce, zwłaszcza przy wydawaniu pieniędzy?
– Jakim cudem 18 mln rozwiąże wszystkie problemy, skoro krótkoterminowe zobowiązania przekraczają 43 mln?
– Czy zostanie przeprowadzony audyt pozwalający stwierdzić, że pożyczka  zmieni sytuację Ruchu w innym kontekście niż tylko licencyjny?
– W jaki sposób klub zamierza spłacić 18 mln zł?
– Dlaczego nie sprzedano czołowych piłkarzy, by zmniejszyć żądaną kwotę pomocy publicznej?
– Na jakiej podstawie prezes Dariusz Smagorowicz odrzuca możliwość zmian w strukturach klubu? Czy bankrut może stawiać warunki?!

Co więc zrobić z  tym fantem? Mam pomysł: miasto pożyczając 18 mln złotych powinno wziąć pod zastaw akcje należące do Smagorowicza i  jego firmy, na czas spłaty długu ustanowić w Ruchu własnego prezesa, i w  ten sposób przejąć realną całkowitą kontrolę nad wydawaniem tej góry obywatelskich pieniędzy. Nie wyobrażam bowiem sobie, że można ją powierzyć człowiekowi, który świadomie od lat prowadził klub do przepaści opierając jego funkcjonowanie na krótkoterminowych chwilówkach (ekonomia niezwykła nawet jak na polską piłkę), który bagatelizował rosnące długi w kolejnych raportach giełdowych, który zdaje się zaskoczony tym, że ktoś wreszcie postanowił się o pieniądze upomnieć, i który utratę punktu w tabeli skwitował stwierdzeniem, że można się było tego spodziewać.

Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu „Big Short”, powinniście to zaniedbanie nadrobić. Tematyka niby skomplikowana, bo dotycząca ekonomii, ale jak lekko i smakowicie podana! No i zmuszająca do myślenia nad obecnym światem, którym rządzą nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim sztuka tworzenia miraży. Bo to właśnie gra pozorów doprowadziła do pęknięcia bańki kredytowej i powstania kryzysu, którego skutki odczuwalne były w skali globalnej.

Inspiracją dla tego tekstu – zresztą już nie po raz pierwszy – okazała się równie niebanalna, co w wydaniu bohaterów tego filmu, gra ekonomiczna uprawiana przez Ruch Chorzów. Prezes tego klubu, Dariusz Smagorowicz, którego onegdaj rekomendowałem w tej dziedzinie do  Nagrody Nobla, nieustannie potwierdza niezwykły talent. Jego najświeższym wymiernym efektem jest strata wywalczonego jesienią przez piłkarzy punktu, stanowiąca karę za nieuregulowanie zaległości finansowych w terminie wyznaczonym przez procedurę licencyjną (taka sama sankcja spotkała przed sezonem Górnika Zabrze i Wisłę Kraków, a razem z Niebieskimi Lechię Gdańsk).

Jak ten cios przyjął prezes Ruchu? Otóż rozbrajająco przyznał, że spodziewał się takiej decyzji i że wszystko jest… pod  kontrolą. To zresztą standardowy cytat szefa klubu, którego giełdowe raporty finansowe budzą wielkie zainteresowanie, zwłaszcza rubryką „zobowiązania”. Co natomiast sądzą o decyzji Komisji Licencyjnej piłkarze, którzy kilka dni wcześniej na mecz towarzyski wyszli w koszulkach z wymownym hasłem „Ile jeszcze?”, niestety nie wiadomo.

To doprawdy zadziwiające, że żaden filmowiec nie zdecydował się na nakręcenie polskiego „Big Shorta”, wszak gotowy scenariusz leży na talerzu. W  dodatku z kapitalnymi scenami, jak pamiętna wycena klubowego logo na Cyprze lub wirtualne przenosiny na Stadion Śląski, również zresztą nawiązującymi do tradycji filmowych, a dokładniej „Misia”. Bo to przecież stadion nie na  miarę potrzeb, a na skalę możliwości.  I ponieważ nikt nie wie, po co Ruchowi Śląski, to nie trzeba się obawiać, że ktoś zapyta…