Archiwa tagu: Dziennikarze w formie

Rekord świata Wielkiej Krokwi. Tak skomentowano w TVP skok Kamila Stocha podczas mistrzostw Polski w Zakopanem. Sformułowanie barwne i zabawne, nieszkodliwe w dodatku, ale w moim odczuciu stanowiące też świetną ilustrację do tego, co w mediach, zwłaszcza elektronicznych, kwitnie nie tylko wiosną. A mianowicie kreowanie wielkich wydarzeń z takich, które nie są tego warte, ale za to są „nasze”, czyli mamy do nich tak zwane prawa.

Jeśli nie wierzycie, że jesteście poddawani manipulacji, przeprowadźcie prosty eksperyment. Podczas transmisji meczu rodzimej piłkarskiej ekstraklasy usiądźcie do telewizora tyłem i skupcie się jedynie na fonii. I spokojnie policzcie wszystkie komentatorskie przymiotniki z kategorii fantastyczny, idealny, kapitalny, widowiskowy itp. Potem odtwórzcie sobie ten sam mecz bez dźwięku i postawcie na kartkach krzyżyki po zagraniach, które przypadły wam do gustu.

Różnica pomiędzy liczbą A i liczbą B, pomniejszona powiedzmy o 10 procent wynikających z indywidualnych preferencji i sympatii, będzie właśnie wskaźnikiem manipulacji. Co ciekawe, możliwy jest także wynik odwrotny, ale tylko w kontekście wydarzeń naprawdę wielkich.

W czasie Gran Derbi „niemiłosiernych” i „fatalnych pudeł ” oraz „nieudanych dryblingów” padło więcej niż w czasie całego sezonu ekstraklasy.

To zjawisko dotyczy oczywiście nie tylko piłki nożnej i nie tylko sportu. Jego widocznym efektem staje się absolutny upadek gustów i oczekiwań. „Celebryci” (cudzysłów nieprzypadkowy), którzy w zamian za minutowe odświeżenie popularności plus pokaźny plik banknotów zgodzą się już na wszystko: od gotowania czy tańca po kompletnie idiotyczne i dosłownie uderzające w dno wskakiwanie do wody, stają się bohaterami masowej wyobraźni, rozmów przy rodzinnych stołach i gwarantami internetowej klikalności. Po prostu możesz nie wiedzieć – jak pewna pani Anna Wendzikowska – kim był Jerzy Grotowski, ale wiedzieć, kim jest sama Wendzikowska już powinieneś.

Otylia Jędrzejczak dla młodego pokolenia nie jest już zapewne jedną z najlepszych pływaczek w historii, a jurorką w Celebrity Splash, natomiast Mariusz Pudzianowski przykrywa czapką Waldemara Baszanowskiego. Pewnie właśnie dlatego Paweł Nastula sam się przeistoczył z judoki wszech czasów do roli kelnera w MMA, a Tomasz Adamek z wybitnego pięściarza na kompletnego politycznego amatora. Bo nieważne już, jak mówią, byle mówili w ogóle. Czy można się więc dziwić, że na przykład w GKS Katowice dyrektorem sportowym zostaje znany i całkiem skądinąd solidny bokser zawodowy Grzegorz Proksa? Taka nominacja zapewniła przecież klubowi kolejną dawkę rozgłosu, nieco przygasłego po fali entuzjazmu, jaką wywołało zatrudnienie Aidy Belli, byłej łyżwiarki, która zasłynęła jednak nie rekordami torów, a sesją dla „Playboya”.

Sztuka medialna ma jednak także drugie ostrze. Jego podstawową funkcją jest minimalizowanie faktów niewygodnych. Nie ukrywam, że przecierałem oczy ze zdziwienia, gdy po niezwykle ważnym przegranym meczu Ruchu Chorzów z Zawiszą Bydgoszcz, kilku moich kolegów po fachu skupiło się nie na konsekwencjach tego wyniku, ale na rzekomych pozytywach, np. w postaci pierwszej straconej przez gości wiosennej bramki, stosując dodatkowo populistyczny wytrych, że „z takich porażek zespół wychodzi mocniejszy”.

No cóż, taką teorię można rozbudować twierdząc, że np. długi wzbogacają. Absurd? Zapewne, ale mam wrażenie, że akurat taki punkt widzenia staje się dość powszechny.