Archiwa tagu: Euro 2016 kibole

Groźba wykluczenia Rosji z mistrzostw Europy wywarła wielkie wrażenie prawie na wszystkich, poza jej winowajcami, czyli kibolami. Ledwie wybrzmiały ostatnie słowa komunikatu, a już doszło do kolejnej awantury w Lille. Tym razem także z udziałem Anglików i Walijczyków.

Cała ta sprawa wywołuje we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, bandytyzm stadionowy i uliczny wymaga równie brutalnych reakcji  służb porządkowych, ale z drugiej – decyzja UEFA pozostawia jednak spore pole do popisu zwolennikom spiskowych teorii dziejów.

O ile bowiem główne role rosyjskich zadymiarzy w wydarzeniach w Marsylii nie pozostawiają wątpliwości, o tyle zastanawiające jest przymykanie oczu na Anglików, którzy także kilkakrotnie używali już rąk do innych celów niż obieranie homarów, czy Niemców popisujących się fotografią z Paryża na tle nazistowskiej flagi i z gestami zdobywców (co prawda bez jednego choćby wystrzału) stolicy Francji z 1940 roku.

Zbiorowej odpowiedzialności w podobnych przypadkach uniknąć nie sposób. Ale UEFA, grożąc wykluczeniem reprezentacji, posuwa się za daleko. Bo przecież można sobie wyobrazić sytuację, że Sborna wróci już do domu, a niezidentyfikowani uczestnicy zajść nadal będą delektować się turniejem, korzystając z zakupionych wcześniej biletów. Może więc jednak lepiej naprawdę pozostawić sprawy bezpieczeństwa służbom, które mają to w zakresie obowiązków, a nie wylewać dziecka z kąpielą na ołtarzu odbudowywania własnego, fatalnego zresztą, wizerunku?

Naturalnym stanem przyrody jest równowaga. Francuskie służby bezpieczeństwa solidnie nią zachwiały i właśnie otrzymują za  to słony rachunek wstydu (właśnie to słowo stanowi jedynkowy tytuł niedzielnego wydania L’Equipe). Poświęcenie olbrzymich sił na  walkę z terroryzmem otworzyło lukę, w którą wcisnęli się kibole.

W przeciwieństwie do  mistrzostw sprzed czterech lat o chuligańskim zagrożeniu tym razem nie mówiono niemal wcale. Temat zamknął pół roku temu Antoine Boutonnet, szefujący zespołowi do walki z  zadymiarzami, ogłaszając, że te kwestie są już pod całkowitą kontrolą podległych mu służb. To, co wydarzyło się w Marsylii (na skalę makro) i Nicei (wersja mikro) całkowicie zaprzeczyły tym słowom.

Wygląda na to, że Francuzi musieli wybrać między dżumą a  cholerą. Ich decyzja była oczywista, ale ciche marzenie, że ta druga zaraza pozostanie w  ukryciu nie miało szans spełnienia, bo akurat ona związana jest mocną pępowiną właśnie z futbolem.

Inną kwestią pozostaje pytanie, jakim trzeba być idiotą, by w  Marsylii śpiewać pieśni prowokujące ISIS. Czyżby angielscy kibice chcieli ściągnąć na Euro wszystkie możliwe plagi?