Archiwa tagu: Gra o tron

Ten wpis miał się zaczynać inaczej. A mianowicie od mało finezyjnie zawoalowanej groźby ze strony Seppa Blattera pod adresem przeciwników, czyli religijnie brzmiącego zdania „Wybaczam, ale nie zapominam”. Zdania, po  którym rebelianci zostali zamrożeni  jak Han Solo, a  Michel Platini, jeden z  architektów ataku na  Gwiazdę Śmierci, desperacko rzucił się Szwajcarowi w ramiona, co u  obserwatorów wywołało  szyderczy śmiech politowania.

We wtorek wszystko się jednak zmieniło. Imperator abdykował. Osobiście, chociaż można podejrzewać, że nie do  końca z własnej woli. Przecież zaledwie pięć dni wcześniej unosił ręce w geście triumfu, symbolizując brutalną prawdę, że  tam gdzie gra toczy się o miliardy muszą być ofiary. Puste krzesła wiceprezydentów też nie działały jak odpowiednik „memento mori”, przesłonięte przez jasny przekaz „bądź lojalny, a rodzina (czytaj FIFAFa-mily) ci pomoże”. Bez wstydu chwalono się skarbcem z górą dolarów i przyznawano, że mundial pozostaje kurą znoszącą złote jaja. Za to deklaracje współpracy ze śledczymi rozwadniano przypomnieniami, że póki co nikomu  nie udowodniono jeszcze winy.

Imperium zdawało się rozkwitać. FIFA funkcjonuje przecież na Olimpie, niedostępnym śmiertelnikom, ponad rządami i poza ich kontrolą.  A te składają jej hołdy wiernopoddańcze oddając we władania stadiony mistrzostw świata i zgadzając się, by FIFA wprowadzała na terytoriach tak zwanych państw-gospodarzy własne prawa finansowo-podatkowe. I to wszystko w zamian za  igrzyska, urządzane w dużej mierze  na koszt tubylców.

O swojej sile futbolowi bossowie przekonywali się raz po  raz w czasie futbolowych wojen, których ofiarą padła także Polska. Pamiętacie pełną napięcia noc za czasów pezetpeeno-wskich rządów Mariana Dziu-rowicza, który wspierany przez UEFA nie ugiął się pod  atakiem ministra sportu Jacka Dębskiego? A ultimatum FIFA przeciwko kuratorowi wprowadzonemu przez Mirosława Drzewiec-kiego do związku Michała List-kiewicza? Nieudolne próby przejęcia kontroli nad  PZPN-em przez rząd w czasie panowania  Grzegorza Laty?Wszystkie zostały odparte przez FIFA. Jej bronią była groźba wycofania reprezentacji i klubów z  międzynarodowych rozgrywek. I to wystarczyło! Zresztą białe chorągwie wywieszano nie tylko nad Wisłą, ale i w kilku innych krajach.

Czy można się więc dziwić, że poczucie bezkarności i  wszechmocy rozkwitło w  FIFA na skalę niespotykaną, wypoczwarzając się w hydrę patologii z korupcją na czele? Na jej potędze łamały sobie zęby największe media, które mają na swoim koncie obalanie premierów i  ministrów. Przecież publikacje i reportaże o kulisach wyborów Rosji i Kataru na gospodarzy mundiali to już klasyka dziennikarstwa śledczego, z ukrytymi mikrofonami i kamerami, a także zeznaniami incognito. Trzeba było dopiero amerykańskiej bezwzględności, by machina sprawiedliwości ruszyła z miejsca. Zresztą to zapewne nie przypadek – trudno przypuszczać, by akurat w USA ugięto się pod groźbą wyrzucenia reprezentacji z międzynarodowych rozgrywek…

I właśnie za sprawą jankeskich szeryfów udało się dokonać tego, co wydawało się niewykonalne. Gwiazda Śmierci eksplodowała na naszych oczach. Blatter upadł, korona jest bezpańska. Niewykluczone, że sprawiedliwość sięgnie głębiej, że kupione mundiale zostaną wyprowadzone z Rosji i Kataru ku rozpaczy oligarchów i szejków, którzy po raz pierwszy w  życiu dowiedzą się, że jednak nie wszystko można kupić. I że podobne szarże na dłuższą metę nie popłacają, bo za poczuciem pychy zawsze kroczy upadek. Pytanie tylko, czy będą o tym pamiętać ci, którzy właśnie rozpoczęli piłkarską grę o tron.