Archiwa tagu: gwizdy na Szydło

Przyznam, że korciło mnie, by popłynąć z prądem i pośmiać się z tych, którzy potrafią rozróżnić, czy przenikliwy gwizd bądź donośne buczenie wydobywa się spomiędzy warg polskich czy niemieckich. Jednak w mojej skromnej opinii najważniejsze w pamiętnym krakowskim incydencie było coś innego. A mianowicie to, że powszechne na prawicy zszokowanie tym zdarzeniem stanowi absolutny szczyt obłudy.

Bo przecież po pierwsze, to politycy sami do tego doprowadzili, od lat dzieląc gwizdy na uzasadnione i bezczelne – bez względu na to, czy miały miejsce na cmentarzach, czy właśnie na trybunach. A po drugie, kibice naprawdę nie lubią mieszania sportu z polityką, o czym w podobnie dotkliwy sposób, co teraz Beata Szydło, przekonywali się m.in. premier Donald Tusk, prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński, czy chociażby Marian Dziurowicz, werbalnie zlinczowany w swoim mateczniku, gdy do głowy przyszedł mu pomysł kandydowania w wyborach parlamentarnych (bodaj z listy PSL-u) i promowania tego faktu z murawy stadionu GKS-u.

I tu właśnie pewnie tkwi sedno sprawy. Premier RP, przyzwyczajona do rozpisanych w scenariuszach zachowań widowni na partyjnych spędach, nie oszacowała ryzyka związanego z reakcjami spontanicznymi, zwłaszcza ze strony tzw. Januszy, czyli środowiska bardzo odległego od ultrasów. A kto jak kto, ale tacy właśnie sympatycy sportu fałszywe próby ogrzania się przy tej dziedzinie życiawyczuwają nawet na taką odległość, jaka dzieli murawę nowego archaicznego Stadionu Śląskiego od jego trybun.

Flirt polityków ze sportem trwa od  zawsze i nieustannie balansuje na krawędzi cynizmu. Włącznie ze wspólnymi śniadaniami z mistrzami, okraszonymi wręczaniem pamiątkowych reprezentacyjnych koszulek z numerem 1, których los pozostaje później nieznany.