Archiwa tagu: Jerzy Brzęczek

Krzysztof Warzycha wielkim piłkarzem był, ale jakim jest trenerem, tego nie wie nikt, zapewne nawet on sam. Trzeba było bowiem dopiero Janusza Patermana, by byłego legendarnego napastnika Ruchu i Panathinaikosu posadzić na wysokiej i gorącej ławce. Efekty sportowe tego posunięcia są mizerne, jednak w pełni wynagradzają je pomeczowe wypowiedzi szkoleniowca. Nikt inny w Ekstraklasie nie potrafi tak idealnie sparafrazować pewnego znanego kibicowskiego powiedzenia „dumny po porażce”…

Przez chwilę wydawało mi się, że oderwane od boiskowej rzeczywistości komentarze Warzychy to efekt wieloletniego przebywania w znacznie przyjemniejszym klimacie, w którym nawet bogowie preferują ambrozję, lub też specyfiki klubu, w jakim przyszło mu pracować, gdzie bajkopisarstwo od dawna bierze górę nad realiami. Dochodzę jednak do wniosku, że trzeba wziąć pod uwagę jeszcze inne rozwiązanie. A mianowicie takie, że mamy do czynienia z wirusem. I to najwyraźniej nie obecny trener Ruchu jest jego źródłem.

Po dokładnym prześledzeniu wiosennych ligowych kronik można zauważyć, że pierwsze, a już na pewno najbardziej radykalne objawy, wystąpiły u Jerzego Brzęczka. Były reprezentant Polski już w marcu przedstawił niezwykłą teorię, że słabe występy prowadzonego przez niego zespołu GKS-u Katowice przeminą wraz z… kartką z kalendarza. Kolejny oślepiający przebłysk nastąpił po meczu z Górnikiem Zabrze, gdy słuchając wypowiedzi szkoleniowca zacząłem się poważnie zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zapamiętałem (i przekazałem Czytelnikom) wynik tego spotkania. Ze słów Brzęczka wynikało bowiem, że drużyna zagrała bardzo dobrze, zrealizowała wszystkie założenia, rozpracowała stałe fragmenty gry rywali i popełniła raptem jeden błąd.

Jak wszyscy mają zapewne świeżo w pamięci, kulminacją tego progresu była widowiskowa ucieczka Brzęczka z Bukowej. Szefom Ruchu, chociaż zaabsorbowanym układaniem puzzli ze świstków dokumentów i snuciem wyrafinowanych planów, jak pozyskać kolejne pieniądze z Urzędu Miasta, radziłbym więc uważnie przyglądać się trenerowi swojego zespołu i na wszelki wypadek dobrze zamykać klubową bramę…