Archiwa tagu: Kadra Tłuste koty

Ledwo została ogłoszona decyzja o końcu pracy Adama Nawałki w roli selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski, a już odbył się nad nim Sąd Ostateczny. Publicznie zważono uczynki dobre i złe, wyliczono grzechy i zaniedbania, a na koniec rozpoczęto poszukiwania spadkobiercy.

W całej tej zawierusze zabrakło jednak chwili autentycznej refleksji i próby wyjaśnienia genezy dramatu (a częściowo i komedii, ale te dwa elementy w dobrym teatrze bywają nierozłączne), jaki na naszych oczach rozegrał się na trzech rosyjskich trawnikach. Oczywiście w materii złożonej z tak wielu elementów i mechanizmów trudno sformułować odpowiedź prostą i krótką, jednak już samo podjęcie takich starań jest po prostu koniecznością. Spróbujmy więc znaleźć najważniejszy z czynników, które mundial zamieniły w Waterloo.

W moim osobistym odczuciu, na szczycie listy powinien znaleźć się syndrom tłustych kotów. Mam bowiem wrażenie, że zarówno kadrowiczom, jak i samemu selekcjonerowi – do czego żaden z nich zapewne się nie przyzna – zaszkodziły przesyt i zagłaskanie. Po mistrzostwach Europy we Francji kadra w świadomości kibiców przekształciła się w grupę Orłów. A przecież, nie ujmując nic radości i wrażeniom, jakich nam wówczas dostarczyła, a które były także moim bezpośrednim udziałem, Biało-Czerwoni dotarli aż, ale i tylko, do ćwierćfinału. Wobec wcześniejszej mizerii i głodu jakiegokolwiek sukcesu wyczyn sprzed dwóch lat urósł do miana historycznego, jednak powiedzmy sobie prawdę – obiektywna skala tego osiągnięcia nie odzwierciedla miary emocjonalnej.

Później przyszła kolej na eliminacje do mistrzostw świata. I krzywa wciąż szła w górę. Efektowna gra, gole Roberta Lewandowskiego, awans niemal w cuglach. Naprawdę świetna sprawa. Tyle tylko, że nad Wisłą znów zgubiono proporcje. Przedpokój prowadzący na salony pomylono z salą balową. Sprzyjał temu pewien kontrast: obraz triumfujących Orłów przeplatano z płaczem Włochów i Holendrów, którzy takiego progu nie pokonali. Gdyby nie ich absencja, w Rosji zameldowaliby się wszyscy naprawdę chętni i eliminacje zostałyby sprowadzone do formalności…

Euforia z otrzymania mundialowych wiz przełożyła się na pieniądze. Piłkarze podzielili między siebie – to wieści oczywiście nieoficjalne, ale nikt im nie zaprzeczył – ponad 10 milionów złotych, z czego rekordziści zgarnęli po kilkaset tysięcy, sam szkoleniowiec otrzymał – również podobno – 4 miliony. Nikt nie pomyślał o tym, by część tych kwot na przykład zamrozić i wypłacić dopiero po wyjściu z grupy mistrzowskiej. Oczywiście takie sumy na samych zainteresowanych nie robią aż takiego wrażenia jak na przeciętnych zjadaczach chleba glutenowego, jednak wrażenie spełnienia było wręcz dojmujące, a obraz kadrowiczów przybywających na obóz helikopterami znakomicie je dopełniał. Żeby była jasność – nie chodzi o to, że Lewandowski i spółka powinni do Arłamowa przychodzić piechotą z plecakiem na grzbiecie i z kanapkami w kieszeniach, tylko o obraz, który zyskiwał na jaskrawości z każdym przeczłapanym przez nich meczem na mistrzostwach świata. Krótko mówiąc, o rosnącą pewność, że dla reprezentantów to, co najważniejsze, wydarzyło się wcześniej, a występ na mundialu stał się tylko koniecznością.

Tezę tę zdaje się potwierdzać przykład Rafała Kurzawy i kilku innych, jeszcze nieprzesiąkniętych kadrową atmosferą zawodników. Ich występ w meczu z Japonią pokazał, że głód gry w koszulce z Orłem, osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu, a pewnie, nie ma co ukrywać, otwarcia i dla siebie dostępu do wielkich pieniędzy, w piłce wciąż stanowi istotny czynnik, z którego trzeba korzystać dla dobra całej grupy. I tego właśnie Nawałce chyba przede wszystkim zabrakło. Zamiast na tygrysy postawił na wspomniane na wstępie tłuste koty…