Archiwa tagu: koks na żużlu

Nie wiem czy Grigorij Łaguta miał okazję osobiście poznać Marię Szarapową, ale z pewnością może teraz z nią korespondować. Połączyło ich wszak meldonium i doświadczenia z nim związane, co zresztą w rosyjskim sporcie jest zjawiskiem tak samo częstym, jak leki na astmę wśród norweskich biegaczy.

W przeciwieństwie do Szarapowej Łaguta nie stanął jednak przed dziennikarzami i kibicami z otwartym kaskiem, za to rolę jego adwokata przyjął prezes ROW-u Krzysztof Mrozek. Szef klubu oświadczył stanowczo, że będzie bronił żużlowca do krwi ostatniej, bo gdyby nawet ten coś przyjął uczyniłby to nieświadomie. Tymczasem warto sobie – nomen omen – uświadomić, że sposób zażycia nie ma znaczenia, a w dodatku przed sezonem wszyscy zawodnicy otrzymali listę zakazanych środków. I chociażby Łaguta zachował się tak jak Szarapowa, czyli listę dostał, ale nie przeczytał, sprawa jest czarno-biała. Nie da się być trochę w ciąży: albo Rosjanin na dopingu był, albo nie.

Rozumiem, że w Rybniku żużel osunął się wszystkim spod kół, bo w przypadku potwierdzenia meldonium w próbce B, klub uderzy w bandę bynajmniej nie dmuchaną, ale tym bardziej prezes Mrozek powinien zachować priorytety. Bo dla opinii publicznej znacznie ważniejsze od jego wewnętrznych przekonań i kwestii wiary są konsekwencje jakie powinien ponieść zawodnik jeśli jego wina zostałaby ostatecznie potwierdzona. Rybniczanie muszą się dowiedzieć czy Łaguta będzie musiał oddać pieniądze zarobione za punkty wywalczone na wspomaganiu, czy regulamin przewiduje dodatkowe kary za zszarganie wizerunku ROW-u i czy miasto nie może zażądać odszkodowania od klubu? Bo to mieszkańcy finansują tę zabawę, czym Rekiny chwalą się nawet na swojej witrynie. A konsekwencją „Łagutagate” może być wszak degradacja z Ekstraligi, co oznaczałoby zmarnowanie publicznych milionów.

Koks na żużlu nie jest zjawiskiem codziennym. Znacznie częściej zawodnikom zdarzało się siąść na motocykl po kielichu. Tym bardziej prezes Mrozek powinien sobie uświadomić, że rola adwokata diabła oznacza stawanie w imię interesu ogółu przeciwko temu, któremu się po cichu sprzyja, by (ewentualnie) cieszyć się wraz z nim po zakończeniu procesu.

PS. A propos diabła. O siłach nieczystych wokół żużla mówi się ostatnio często, chociaż szeptem. Na przykład o tym, jak to w tajemniczy sposób zniknęła woda z pewnego stawu i pojawiła się na torze, co doprowadziło do przełożenia meczu na termin dogodniejszy dla gospodarzy. Dzierżawca akwenu nadal podobno nie może wyjść z szoku i szuka egzorcysty…