Archiwa tagu: Minister idzie na wojnę

Witold Bańka, minister sportu, idzie na wojnę. W dodatku wszystkie przesłanki wskazują na to, że będzie to wojna wyjątkowo krwawa, która pochłonie sporo ofiar. Bomba ma zostać uzbrojona za trzy tygodnie, gdy powstanie projekt ustawy eliminującej z zarządzania związkami sportowymi ludzi powiązanych z komunistycznymi służbami bezpieczeństwa.

Zgodnie z założeniami ujawnionymi przez ministra rodem z Tychów, każdy z tak zwanych działaczy musiałby złożyć oświadczenie lustracyjne. Potwierdzenie pracy w aparacie represji skutkowałoby natychmiastową dymisją. Obowiązkowe byłyby również zeznania majątkowe. Wszystkie te działania mają służyć oczyszczeniu sportu i przecięciu biznesowych powiązań. – Często choćby osoby bliskie dla członków zarządu polskich związków sportowych prowadzą działalność gospodarczą i świadczą usługi na rzecz związku. To jest sytuacja niedopuszczalna. To jest szeroko pojęty nepotyzm, z tym trzeba walczyć – zapowiedział Bańka w wywiadzie dla RMF.

Mam przeczucie, że wejście tych planów w życie może oznaczać prawdziwe trzęsienie ziemi, które dotknie przede wszystkim związki sportów mniejszych i mniej popularnych, będące czasami faktyczną przechowalnią ludzi z minionej epoki i przesiąknięte zabetonowanymi powiązaniami i układami. W wyniku czystki może jednak powstać pewien zaskakujący efekt uboczny: starzy towarzysze mogą przymusowo zwolnić miejsce, którego nikt nie będzie chciał zająć ze względu na niewielką atrakcyjność zarówno posady, jak i – zwłaszcza dla młodych menedżerów – związanych z nią profitów.

Na wiele środowisk już padł widoczny gołym okiem strach. Co charakterystyczne, w dyskusji, jaką wywołał minister, nie słychać na razie głosów ludzi najbardziej zainteresowanych. Być może liczą, że zagrożenie zostanie zneutralizowane. Widząc jednak determinację ministra, który jednocześnie otwiera także inne fronty powołując Polską Agencję Antydopingową, a przede wszystkim zmieniając metodologię finansowania sportu przez firmy Skarbu Państwa, na czym ucierpiał już m.in. Adam Małysz, taki wariant wydaje się mało realny.

Wszystko wskazuje więc na to, że bez wspomnianych na wstępie ofiar rzeczywiście się nie obejdzie. I nie da się ukryć, że z pozycji kibica obserwowanie spadających głów i walących się tronów może być spektaklem bardziej emocjonującym od konkursu rzutów karnych w ćwierćfinale EURO 2016.