Archiwa tagu: Piotr Żyła rozwód

Globalna wioska staje się globalną wiochą. Piotr Żyła i jego żona nie potrafią ułożyć sobie życia prywatnego bez pośrednictwa mediów społecznościowych, a alpiniści – siedząc w namiotach na wysokości kilku tysięcy metrów – awanturują się przy milionach świadków i zamiast na złość odmrażać sobie uszy, odcinają adwersarzom dostęp do internetu.

Efektem ubocznym tego zgniecenia świata do wielkości ekranu w tablecie czy telefonie okazało się obalanie mitów i zdzieranie masek. Dotychczas łatwiej było kreować i budować własny wizerunek, a później go tylko pielęgnować. Najlepszym tego przykładem jest właśnie wspomniany skoczek z Wisły, zwany przez kibiców „Wewiórem”. Nadworny błazen, którego ortografia – w dużej mierze zgodna z wytycznymi posłanki Pawłowicz – była równie barwna, jak sprzedawane przez niego czapki, a rzucane na poczekaniu bon moty okraszane firmowym „hehe” zaraz po wyartykułowaniu zaczynały żyć własnym życiem, okazał się zwykłym śmiertelnikiem. Z problemami małżeńskimi, trudnym charakterem, być może niedojrzałością emocjonalną, o czym świadczyć może właśnie wylewanie wszystkich brudów w przestrzeń publiczną.

Nie on pierwszy, nie ostatni. Szlak w tym błocie wydeptali ci, którzy zdrowego rozsądku powinni mieć teoretycznie więcej niż wariaci niebojący się zjeżdżać w dół skoczni, mimo świadomości, że ten zjazd kończy się przepaścią. Politycy, artyści, dziennikarze, mężowie i żony, dzieci i wnuki – szambo wybijało i wybijać będzie, bo w końcu nieważne, jak się o nas mówi, byle mówiło się w ogóle, prawda?

I tak się to plecie. Denis Urubko, polski bohater niezwykłej misji ratunkowej na Nanga Parbat, po kilkunastu dniach został rosyjskim zdrajcą na K2. Wymiana medialnych ciosów niczego właściwie nie wyjaśnia, skupia się na grze stereotypami i przekonywaniu już przekonanych, ale też nikt żadnego wyjaśnienia nie potrzebuje. Ważne, że znów jesteśmy MY i znów są ONI. Nad-wiślańskie piekiełko zawlekliśmy nawet w Himalaje…

O tym, że ciemny lud wszystko kupi, mówił swego czasu Jacek Kurski, o czym tenże ciemny lud zdążył już zapomnieć. Tyle tylko, że dziś sprzedać też trzeba umieć. Nikt przecież nie uwierzy – mimo olbrzymich starań kilku propagandystów, którym za to płacą – że w Pjongczangu odnieśliśmy sukces na miarę możliwości, a żaden z olimpijczyków wstydu nam nie przyniósł. Tak samo jak nie sposób przyjąć do wiadomości, że rozgrywanie meczów w temperaturze minus czternastu stopni ma jakikolwiek sens, albo że minister sprawiedliwości ledwo wiąże koniec z końcem i odlicza dni od wypłaty do wypłaty. Te i podobne kwestie wymagają jednak odrobiny namysłu i przeprowadzenia logicznych dowodów, w przeciwieństwie do przyobiednich dywagacji, czy Piotr Żyła – którego nigdy nie widziało się na żywo bez kasku i nart – jest dobrym ojcem, i czy właściwie powinniśmy się dziwić, że wymienia towarzyszkę życia na nowszy model. I czy zainspirował go do tego prezes PZN Apoloniusz Tajner, który na podobne posunięcie zdecydował się już kilka lat temu, gdy media szybko znudziły się aferką, bo okazało się, że Wybranka Serca II bynajmniej nie jest egzotyczną Pamelą, jak przedstawiał ją początkowo jeden z brukowców…

No cóż, nie trzeba mieć specjalnie bujnej wyobraźni, by dojść do wniosku, że jeśli yeti istnieje, to siedzi teraz obok polskiego obozu na K2 i podglądając awanturę dotyczącą kwestii, czy zima jeszcze jest, czy już jej nie ma, kręci z niedowierzaniem głową, turlając się jednocześnie ze śmiechu, bo takich cudaków jeszcze nie widział. Na swoje szczęście nie zagląda przecież do internetu…

PS. Dla równowagi trzeba dodać, że równie groteskowa bywa postawa odwrotna. Preferuje ją zarząd Górnika Zabrze, który jako jedyny nie wie, co robił jego czwarty bramkarz na dworcu we Wrocławiu, chociaż także internetowe media opisały sprawę ze szczegółami. I to nawet dokładniej niż niedawne motoryzacyjne przypadki szefa klubu.