Archiwa tagu: Podbeskidzie Bielsko-Biała

Kibice żadnego innego zespołu nie przeżyli w tym roku takiej huśtawki nastrojów, jak sympatycy Podbeskidzia Bielsko-Biała. Górale fundują im nieprawdopodobny emocjonalny rollercoaster – startując z ostatniego miejsca w tabeli wspięli się na  pogranicze grupy mistrzowskiej i dzięki klasyfikacjji fair play nawet do niej awansowali. Na krótko – bo Lechia Gdańsk wycofując swój wniosek z Trybunału Arbitrażowego strąciła ich z powrotem pod ligową linię demarkacyjną.

Rozkojarzeni bielszczanie w  pierwszym spotkaniu finałowej rundy zagrali jak przystało na drużynę z czołowej ósemki, czyli bezstresowo oddali punkty Termalice. W drugiej próbie, poruszając się już nieco żwawiej,  sprawili Górnikowi Zabrze prezent strzelając dla niego gola samobójczego. Natomiast po trzeciej przyznali, że Śląsk był dla nich po prostu za mocny.

W efekcie Podbeskidzie wplątało się w walkę o  utrzymanie i to bez gwarancji jej szczęśliwego zakończenia. Ku pokrzepieniu góralskich serc trzeba jednak zauważyć, że także pod tym względem i piłkarze, i kibice tego klubu są zahartowani. Można wręcz uznać, że balansowanie na krawędzi to dla bielszczan część tradycji, a plemię zamieszkujące górskie tereny tradycję szanuje wyjątkowo.

Dzięki temu klub z Bielska-Białej staje się dla ekstraklasy niezbędny.  Bo kto inny dostarcza w niej podobnie ekstremalnych wrażeń?

Zaczęło się jak w porządnym thrillerze, czyli od  trzęsienia ziemi. Mateusz Borek rzucił na Twitterze, że Podbeskidzie Bielsko-Biała chce pozyskać bramkarza z LegiiWarszawa, Dusana Kuciaka. W  środowisku zawrzało, tyle, że chyba nie o taki efekt Góralom chodziło, bo przeważały komentarze ironiczne.

Za chwilę znów nastąpiła eksplozja.Kolejny „przeciek” mówił, że firma Murapol zamierza wykupić akcje należące do  miasta i objąć w klubie władzę absolutną. Tym razem siła rażenia wiadomości była głównie lokalna: w  Bielsku-Białej zaczęto się zastanawiać, czego udziałowcowi Podbeskidzia brakuje do  szczęścia, że decyduje się na  taki krok? A przecież jeśli nie wiadomo, o co chodzi to…

W finałowej (na razie) scenie tego serialu pojawił się za to wątek sensacyjny. Prezes Wojciech Borecki w wywiadzie stwierdził (czy do końca żartobliwie?), że ma wrażenie, jakby jego gabinet był na podsłuchu.

No cóż, nie od dziś wiadomo, że kto jak kto, ale Górale fantazję to akurat mają!

Nie będę ukrywał, że trener Dariusz Kubicki jest człowiekiem nie z mojej bajki. Bo chociaż dzisiejszy świat wartości mocno się zdewaluował to jednak porzucanie swoich zobowiązań w sytuacji, gdy tylko ktoś inny pomacha grubszym plikiem banknotów, wystawia dość jednoznacznie kojarzące się świadectwo w zakresie etyki i moralności.

Trudno więc nie zdziwić się decyzją władz Podbeskidzia o ponownym zatrudnieniu tego szkoleniowca. Jego sławetna ucieczka z Beskidów do Nowosybirska była przecież niby porzucenie panny młodej przez jej oblubieńca tuż po nocy poślubnej. Jak się okazało cnotę można oddać dwa razy, a co więcej, wejście do tej samej rzeki odbyło się również w budzących wątpliwości okolicznościach, bo Górale – upraszczając nieco cały mechanizm – zorganizowali Dariuszowi Kubickiemu kolejną w karierze ucieczkę, tym razem z pierwszoligowego Grudziądza. I już tylko drobnym szczegółem było to, że szkoleniowiec uparcie kłamał dziennikarzom twierdząc, że żadnych rozmów nie prowadzi, chociaż siedział na walizkach, a trwanie operacji potwierdzali wszyscy inni zainteresowani z byłym już pracodawcą na czele.Rozumiem, że sprawa była na tyle nieetyczna iż wolano ją okryć tajemnicą, ale jednak pomiędzy kategorycznym zaprzeczeniem, a politycznym wytrychem „bez komentarza” jest jednak zasadnicza różnica.

Zdziwienie posunięciem Górali było tym większe, że przecież Podbeskidzie ma opinię klubu zarządzanego, zwłaszcza na tle innych klubów ekstraklasowych z naszego regionu, dość rozsądnie. Ba, Komisja Licencyjna oświadczyła kilka dni temu, że jest to również klub zarządzany ekonomicznie, bo jako jeden z nielicznych przynosi zyski (przewrotne pytanie brzmi, czy udałoby się je zachować, gdyby zespół awansował do czołowej ósemki i dostał premię w wysokości 1,4 mln zł). A tu nagle taki numer – zwolnienie trenera, który osiągnął z tym zespołem wynik najlepszy w historii, połączone z zatrudnieniem następcy, który zapisał w kronikach klubu jedynie wątek sensacyjno-komediowy.

Co więcej, wszystko wskazuje na to, że nie będzie to koniec jego dziwnych przygód pod Klimczokiem. Otóż 19 maja, w samo południe, reaktywowany trener Podbeskidzia, ma się stawić w Warszawie na kolejnej rozprawie, mającej ustalić jego ewentualny udział w aferze korupcyjnej powiązanej z Centralnym Ośrodkiem Sportu. W skrócie: istnieje podejrzenie, że Dariusz K. obiecał dyrektorowi COS w stolicy określone korzyści w zamian za wynajęcie wskazanej przez siebie agencji do ochrony i monitoringu obiektów. Sprawa ciągnie się już od kilku lat, jednak akurat to posiedzenie sądu znalazło się w centrum zainteresowania mediów, ponieważ dokładnie tego dnia, sześć godzin później, Podbeskidzie ma się zmierzyć z Ruchem Chorzów. Czy szkoleniowiec zdoła wcześniej przekonać sąd, że jego obecność na ławce drużyny jest niezbędna? Bo jeśli nie, Górale zyskają wątpliwej jakości popularność dzięki zdjęciom pustego miejsca w sztabie szkoleniowym z powodów bynajmniej nie przynoszących chluby.

Na drugiej konferencji powitalnej Dariusza Kubickiego padło oczywiste pytanie o konsekwencje kolejnej ucieczki z klubu, co sam zainteresowany skwitował deklaracją, że taka sytuacja już się nie powtórzy, nie precyzując jednak czy stosowne zabezpieczenia znalazły się w kontrakcie. Zabrakło natomiast innego kluczowego pytania: czy w umowie tej zadbano o zapis na wypadek, gdyby warszawski sąd uznał, że korupcyjne zarzuty znalazły potwierdzenie w faktach. Wiele klubów stosuje w przypadku osób, które przychodzą z podobnym prawnym balastem (a nawet bez niego, w ramach profilaktyki) odpowiednie aneksy opatrzone poważnymi i dotkliwymi sankcjami finansowymi za poświadczenie nieprawdy. Czy w Bielsku-Białej jest tak samo?

W ramach puenty warto przypomnieć, że właśnie za niepodpisanie takiej deklaracji Dariusz Kubicki stracił pracę w Lechii Gdańsk. W Beskidach jak widać zaryzykowano. Uważacie, że warto?