Archiwa tagu: Polska Niemcy historia

Niemcy. Piłkarski szwarccharakter ze złej bajki. Odbierający nadzieję.  Wpędzający w kompleksy. Budzący instynkty ukryte na  dnie duszy. Ci, o których mawiano, że co prawda za piłką biega po  murawie 22 ludzi, ale i tak wygrają tylko posiadacze czarnego orła na koszulce. Nasza Nemezis. Mecz na wodzie. Mecz w Dort-mundzie. Mecz w Klagenfurcie. A nawet mecz w  Gdańsku… Aż wreszcie przyszedł mecz w  Warszawie. Kamień milowy, nowe Wembley, już w kolorze i  trójwymiarze.Szok. Cud. Euforia. Ale rachunki krzywd wciąż są dalekie od  wyrównania. Dlatego ten rewanż we Frankfurcie znów budzi takie emocje. Upokorzyć mistrzów świata na ich boisku, o tak, to byłoby coś, o czym opowiadalibyśmy żonom, dzieciom i  wnukom. Po prostu zagrajcie to jeszcze raz!

Bo są takie wydarzenia, które wymykają się poza ramy sportu, punktów, goli i fauli. Kiedyś tak  było ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Kto dziś pamięta, że polscy hokeiści w 1976 roku spadli w Spodku z grupy A? Po  latach ważny pozostał tylko jeden mecz – wygrany 6:4 z  Sowietami. Kanon. Mit. Jak bokserska walka Zygmunta Chychły z  Siergiejem Szczer-bakowem w  finale ME 1953. Jak dwa gole Gerarda Cieślika na  stadionie Śląskim w 1957.  Jak taniec Włodzimierza Smolarka w  barcelońskim narożniku podczas mundialu 1982. I jak dramat Romana Wójcickiego, który w Chorzowie w 1983 pokonał Józefa Młynarczyka, dzięki czemu rywal ze Wschodu zdołał zremisować mecz eliminacji mistrzostw Europy.

Wtedy w grę wchodziła polityka. Poczucie krzywdy. Chęć rzucenia na kolana Wielkiego Brata. W przypadku Niemców, ale też Anglików czy Włochów, tło emocji jest czystsze. Można powiedzieć charakterologiczne. Drażni nas, choć to małostkowe, ich pewność siebie, duma, poczucie wyższości. I  imponująca kolekcja trofeów (zresztą lewa równa się prawej, bo bez nich ta bufonada nie miałaby sensu).  A przecież też jesteśmy całkiem sporym krajem w sercu kontynentu. Dlaczego oni mogą a my nie? Zresztą może też byśmy mogli, ale naszą największą szansę utopili w swojej -nomen omen – frankfurckiej murawie. No i w dodatku zabrali nam Łukasza Podolskiego i kilku innych chłopaków. I zdają się nie doceniać, że bez naszych gwiazd ich Bundesliga nie byłaby tą samą Bundesligą.

Dziś wieczorem ulice , w  przeciwieństwie do pubów,  zapewne znów więc opustoszeją , a Arkadiusz Milik, Robert Lewandowski i spółka będą balansować na  wąskiej granicy pomiędzy niebem a ziemią, pomiędzy miłością a nienawiścią, pomiędzy uwielbieniem a  hej-tem. Swoją pozycję od nowa będzie też budowałAdam Nawał-ka, w myśl zasady, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz, o czym przekonali się wszyscy jego poprzednicy z  Waldemarem Fornalikiem włącznie, któremu zaskakująco szybko „zapomniano” kapitalny w wykonaniu biało-czerwonych mecz z Anglią.

Nie ulega jednak wątpliwości, że po raz pierwszy w  historii to Niemcy mają więcej do stracenia niż biało-czerwoni, no chyba, że mecz zakończyłby się prawdziwym pogromem naszych. I również po raz pierwszy bojowe deklaracje naszych reprezentantów nie brzmią kabaretowo. To najbardziej widoczne potwierdzenie tego, jak jeden mecz, właśnie z takim rywalem, potrafił dopompować nadwątlone kompleksami narodowe poczucie wartości.

PS. Dopisku miało nie być, ale nastały takie czasy, że lepiej się zabezpieczyć. W powyższym felietonie nie wszystkie tezy należy traktować całkiem serio.W końcu sport to przede wszystkim zabawa. Nieprawdaż?