Archiwa tagu: reprezentacja Polski kobiet

Najpierw krótki test. Spróbujcie wyobrazić sobie Roberta Lewandowskiego, który siedzi na lotnisku w Bydgoszczy, je makaron z kartonika i od siedmiu godzin czeka na samolot tanich linii lotniczych, by polecieć na czekający go za niespełna 24 godziny mecz eliminacji MŚ.

Albo Adama Nawałkę tuż przed spotkaniem, które może mieć kluczowe znaczenie w walce o udział w mundialu, gdy dowiaduje się, że z kadry wypadło mu sześciu zawodników. Nie z powodu kontuzji, a dlatego, że pracownik PZPN-u zapomniał ich zgłosić.

Takie przypadki miały miejsce naprawdę. Tyle że dotyczyły reprezentacji kobiet i spadły na Biało-Czerwone w ciągu kilkudziesięciu godzin przed meczami z Albanią i Szkocją. Zawiodło wszystko. I ludzie, i maszyny. Zawiodła też komunikacja.

PZPN na ujawnienie – przez wyżej podpisanego – kompromitacji swojego człowieka, najpierw zareagował milczeniem, potem alergicznie, by w końcu po kilku godzinach wydać oświadczenie z przyznaniem się do błędu. Nie tylko mocno spóźnione, ale i jedno z najbardziej niezwykłych w historii, adresowane bowiem tylko do… jednej osoby! Mojej skromnej (jak to mawiają politycy) zresztą.

Nie lepiej było w poniedziałek, gdy kadra czekała na samolot Ryanaira. Zamiast jasnego postawienia sprawy, na Twitterze rozpoczęła się walka związkowych działaczy, z prezesem Zbigniewem Bońkiem na czele, z grupką dziennikarzy. Walka mało merytoryczna, za to do granic brutalna. PZPN faulował ironią, uderzał żenującymi skojarzeniami z nazwiskami polemistów, a nad wszystkim unosił się duch poczucia wyższości, by nie rzec zwykłej bufonady. Dopiero dzień później rzecznik związku przyznał, że w czasie tych starć szukano rozwiązania alternatywnego, z wynajęciem czarteru włącznie. W najważniejszym momencie tej informacji znów jednak zabrakło. Zarządzanie kryzysowe w PZPN-ie okazało się odpowiednikiem działań strażaka-podpalacza.

W całej aferze nie zabrakło też zjawisk dziwnych. Między innymi z mojej branży, bo zastanawiać musiała zmowa milczenia podczas polsatowskiej transmisji z meczu, a także ze strony dziennikarzy obecnych na konferencji prasowej po nim. Nikt nie zauważył kadrowiczek na trybunach ani szczątkowej ławki rezerwowych? Przypadek? Nie sądzę. Raczej test lojalności zaprzeczający temu, czym ta praca być powinna.

Ale przecież milczeli nie tylko dziennikarze. Taką samą pokorną postawę – a to graniczy ze zdradą własnej kadry – przyjął selekcjoner reprezentacji, Miłosz Stępiński. Jak można w takiej sytuacji nie grzmieć?! Podobnie zresztą trener zachował się w czasie bydgoskiego koczowania. Czy prawdą jest, jak sugerował Zbigniew Boniek, że to szkoleniowiec optował za rejsowym przelotem do Szkocji i to zaledwie dzień przed meczem? A może po prostu robi, co mu każą, bo to niejedyne jego zajęcie zlecane przez PZPN? Takich pytań, które wciąż czekają na odpowiedzi, pozostało sporo. Warto jednak przypomnieć, że to nie pierwsze wpadki związane z tą drużyną. W 2011 w meczu z Rosją wystawiono zawodniczkę, która miała pauzować za żółte kartki (wynik 0:2 zweryfikowano jako walkower), a w 2016 było blisko powtórki, gdy selekcjoner Stępiński na swój debiut powołał kadrowiczkę z podobnym nadbagażem…

Przypuszczam, że spora grupa Czytelników potraktuje tę historię w kategoriach folklorystycznych. Warto więc dodać, że po pierwsze, reprezentacja kraju to zawsze reprezentacja; po drugie, w składzie ma kilka sporych gwiazd i gwiazdek z Katarzyną Kiedrzynek, bramkarką PSG i finalistką Ligi Mistrzyń na czele, a po trzecie – kobiece Euro 2017 oglądało w TV 165 milionów osób (finał ostatniego mundialu w USA pobił oglądalnością szósty mecz finału NBA). Potencjał kobiecej kopanej jest więc olbrzymi. I warto zdawać sobie z tego sprawę, zanim powtórzy się pamiętne zdanie Zbigniewa Boń-ka, że podczas rozmów o piłce baby nie są mu potrzebne…