Archiwa tagu: Ruch długi

Powyższe hasło pamiętają zapewne wszyscy, którzy chociażby krótko funkcjonowali w realiach poprzedniej epoki. Jak to jednak często bywa, historia właśnie zatoczyła koło.

W Ruchu trzeba bowiem oszczędzać w tym miesiącu niemal na gwałt. Na spłatę 4 milionów złotych, stanowiących pierwszą ratę pożyczki, pozostały równo dwa tygodnie. A to nie koniec kosztów. Na przykład wyraźnie wzrosną zapewne wydatki na obsługę adwokacką, bo oczyszczenie właściciela klubu Dariusza Smagorowicza z zarzutów stawianych mu przez Centrum Przedsiębiorczości, będzie – sądząc po piątkowym oświadczeniu samego zainteresowanego – wymagało najtęższych prawniczych głów. Atak nadciąga także z innego frontu: wątpliwości dotyczące kondycji finansowej Niebieskich sformułowała Komisja Licencyjna, domagająca się przedstawienia do końca listopada dowodów na to, że klub nie posiada sięgających przed 30 czerwca zaległości finansowych wobec pracowników i piłkarzy.

Problemy pieniężne to dla Ruchu nie nowina. Tym razem jednak nie przykrywają ich, a nawet wręcz przeciwnie, wyniki sportowe. Fatalna seria zespołu, który ma najgorszy bilans w tym roku spośród wszystkich klubów ekstraklasy, w szesnastu kolejnych występach stracił co najmniej jednego gola, przegrał cztery mecze z rzędu i spadł na dno tabeli, też przecież mogą mieć skutki materialne. Z jednej strony związane z oszczędnościami na premiach, ale z drugiej grożące wydatkami na nowy sztab trenerski.

O tym co sądzę o finansowaniu klubów przez miasta, a zwłaszcza klubów prywatnych, w których gmina ma pakiety mniejszościowe, pisałem w tym miejscu niejednokrotnie. Od tematu nie da się jednak uciec, bo życie właśnie dopisuje kolejny rozdział.

Ruch, jak niemal co roku o tej porze, znów wpadł w  problemy finansowe, stawiające pod  znakiem zapytania otrzymanie licencji na przyszły sezon. Koło ratunkowe jak zwykle ma rzucić miasto, posiadające w klubie raptem 19,16 procent akcji. Odpowiednia uchwała wisi już podobno w powietrzu.

Co ciekawe prezydent Andrzej Kotala daje do zrozumienia, że w przypadku zastrzyku finansowego dla Ruchu, opóźni się budowa nowego stadionu przy Cichej. Dziwnym trafem nikt nie zwrócił uwagi na to, że takie rozwiązanie to miód na serce prezesa Niebieskich Dariusza Smagorowicza, który stadionu w ogóle nie chce, za to miliony z budżetu chętnie przyjmie. A ponieważ presję na budowę wywierają tylko kibice, trudno uciec od  wrażenia, że zastrzyk ratujący klub stanowiłby dla wszystkich zainteresowanych alibi, by działania w tej sferze odłożyć  ad acta.

P. S. Warto przypomnieć, że klub mógł zarobić kilkaset tysięcy euro sprzedając Mariusza Stępińskiego do Lecha Poznań. Jak napisał jeden z moich kolegów: oferta pewnie zostałaby przyjęta, gdyby Ruch był w … gorszej sytuacji finansowej. Naprawdę?!

Piłkarskiej ekonomii poś-więcałem w tej rubryce już sporo miejsca, ale życie wciąż przynosi nowe przypadki. Tym razem w roli głównej występuje chorzowski Ruch, który i tak ma na tym polu pamiętne dokonania, np. w postaci publicznego wręczania gigantycznego czeku, który potem przez wiele miesięcy okazywał się gadżetem bez pokrycia.
Tym razem obiektem transakcji był stadion. Gliwicki zresztą. Jak pamiętamy, Ruch nie mógł podczas swojej udanej przygody w Lidze Europejskiej korzystać z Cichej, bo najpierw nie wyrosła na  nim trawa, a potem nie spełniał norm wymaganych w kolejnych rundach.Zdecydowano się więc na arenę Piasta, a  formalności załatwiono w  trybie ekspresowym, umawiając się podobno na 100.000 zł za  każdy z czterech meczów (trzech w LE i jednym w lidze).
W ostatnich dniach okazało się jednak, że – jak to w polskiej piłce bywa – podpisy złożyć jest łatwiej, niż sięgnąć do kasy. Gliwice wypuściły więc sygnał, że Niebiescy na razie zapłacili tylko połowę umówionej kwoty. Druga ma wpłynąć wtedy, gdy chorzowianom uda się uzyskać odszkodowanie za problemy z trawą od opiekującego się nią MORiSu.
D wieście tysięcy to z pewnością nie mało, ale w tym przypadku to jednocześnie o dwieście tysięcy za mało. W całej sprawie bardziej niż kombinacje przy spłacie dziwi  mnie fakt, że w Gliwicach nie pobierano opłaty z góry. W końcu Piast funkcjonuje już w ekstraklasie na tyle długo, że stosowane w niej finansowe sztuczki zna od podszewki.