Archiwa tagu: Rząd powinien zakręcić kurek

Miałem zacząć od przykładu Kielc. Ale nie zacznę, bo po długich targach miasto postanowiło jednak kontynuować finansowanie Korony. Tymczasem rzecz cała dotyczy właśnie przekazywania środków publicznych na sport zawodowy, czyli procederu, który w naszym regionie stał się właściwie świecką tradycją.

Nie ma sensu owijać w bawełnę, więc zacznijmy prosto z mostu: rzucając pieniądze na sport zbyt wiele wagi przykłada się do środowisk kibicowskich, uginając się pod ich presją nawet wtedy, gdy działają na szkodę budżetów swoich miast. Jak chociażby w Gliwicach, które od  wielu miesięcy mogły zarabiać na wynajmowaniu stadionu Piasta Górnikowi Zabrze, ale z pomysłu zrezygnowano właśnie ze strachu przed fanatykami gospodarzy. A może uginać się jednak nie warto? Weźmy przykład pierwszy z brzegu: sympatycy GKSKatowice zorganizowali niezwykle medialną  akcję promującą budowę nowego stadionu na Bukowej, wciągając do  pozowania z makietą areny między innymi Adama Nawałkę. Prawdziwy egzamin oblali jednak z  kretesem: na wybory samorządowe nie potrafili zmobilizować się na tyle, by wprowadzić do rady ludzi wspierających ich ideę, m.in. prezesa klubu Wojciecha Cygana czy Jana Furtoka. To jasny sygnał dla polityków: kibice stanowią zdecydowanie przeszacowaną siłę wyborczą, którą niekoniecznie trzeba uwzględniać w kampanii.

Z takim zderzeniem interesów będziemy mieli do czynienia lada dzień w Zabrzu. Prezydent Małgorzata Mańka-Szulik od lat steruje Górnikiem, co de facto oznacza konieczność systematycznego wykonywania zastrzyków finansowych o coraz większej objętości. Teraz jednak nadchodzi chwila prawdy. Ludzie – z jej nadania – zarządzający Górnikiem doprowadzili do całej serii sytuacji kompromitujących klub: od  groźby licytacji historycznych pucharów poprzez kary punktowe i finansowe, aż po  ostatnią aferę, podczas której okazało się, że prezes Zbigniew Waśkiewicz wcale prezesem nie był. W Zabrzu wszyscy zdają sobie sprawę, że stoją pod ścianą: bez kolejnych milionów Górnik upadnie, ale nawet z nimi nie ma gwarancji, że przetrwa. Paradoksalnie prezydent Zabrza ma jednak wyjście, które – jak ćwierkają zabrzańskie wróble – już jej podpowiedziano. Może mianowicie poświęcić Górnika, czyli igrzyska, na rzecz chleba, czyli akcji ratowania miejsc pracy dla górników, w której kilka milionów złotych stanowić będzie poważny oręż. Czy jest ktoś, kto jej nie usprawiedliwi?

Warto też zwrócić uwagę, że nie wszyscy jadą na tym samym wózku. Takie kluby jak Górnik, GKS, Podbeskidzie czy Piast należą do gmin. Teoretycznie inwestycje w nie można więc obronić twierdząc naiwnie, że zmierzają do powstania wysokiej jakości kompletnego produktu (czytaj skład plus nowoczesny stadion), który będzie można w przyszłości sprzedać z  zyskiem. Zupełnie inaczej sprawa ma się jednak np. z Ruchem Chorzów, który jest klubem z  większościowym udziałem kapitału prywatnego. Tu rodzi się kluczowe pytanie: czy z publicznej kasy – poprzez konkursy, pożyczki i podnoszenie kapitału – należy spłacać długi zaciągane przez osoby prywatne? A jeśli tak, to dlaczego dotyczy to tylko klubu piłkarskiego, a nie innych podmiotów zatrudniających mieszkańców gminy?

Po takich słowach zazwyczaj pada argument: bez pieniędzy z miasta nie ma szans na  przetrwanie. To zdanie zawiera w sobie podręcznikową bezradność wielu osób zarządzających klubami. Przecież nikt nie każe wam grać w ekstraklasie! Jeśli was na tę zabawę nie stać, nie wchodźcie na salony. Przy okazji kłania się kolejny wątek – odpowiedzialności za wydawane publiczne pieniądze. Klinicznym przykładem jest GKSKatowice, zarządzany swego czasu przez niezrównoważonego (co się okazało po przerzuceniu go na odcinek kolei) katechetę. Prezes i jego ludzie pozostawili po  sobie długi, za które do dziś nikt nie odpowiedział. W innych klubach też zresztą bywało podobnie: proszę sobie przypomnieć Górnika Zabrze za czasów Henryka Kasperczaka, gdzie szaloną zabawę działaczy zakończył dopiero szef Allianzu, Michael Mueller, słynnymi słowami: O nie, panowie, już nie będziemy klubowym bankomatem!

Jak więc uzdrowić finansowanie zawodowego sportu? Recepta wydaje się jedna: decyzja rządu o zakazie przekazywania środków publicznych na sport profesjonalny, przy jednoczes-nym odblokowaniu takiej możliwości np. dla bukmacherów czy firm tytoniowych. To byłoby spełnienie hasła: dajemy wam wędkę, ale ryby łapcie sami. A przy okazji cały sport zarobiłby na tym, na czym teraz zarabia tylko Zbigniew Boniek.