Archiwa tagu: Start Ekstraklasy

Przyszła wiosna. Co prawda na termometrach rtęć znów zatrzymuje się kilka stopni poniżej zera, a na porę inauguracyjnego meczu Ruchu Chorzów z Cracovią prognozowane są porywiste podmuchy lodowatego wiatru, ale kalendarz piłkarski rządzi się swoimi prawami. W nim sygnał do zmiany pór roku daje sędzia swoim gwizdkiem.

W piątek o godzinie 18 Lotto Ekstraklasa rozpocznie się więc długi finisz, podczas którego znów dojdzie do podziału i tabeli, i punktów, co od początku systemu ESA-37 budzi olbrzymie emocje i kontrowersje. Tym niemniej regulamin okazuje się nienaruszalny niczym pewien rzecznik pewnego ministerstwa – nawet gdy wydawało się, że jego losy są przesądzone, nagle następuje zwrot akcji, szef (spółka Ekstraklasa) daje odpór krytykom (prezesom klubów), ci nabierają wody w usta i wszystko zostaje po staremu. Najbardziej cieszą się z tego ci najbiedniejsi, zarówno pod względem zasobności portfeli, jak i konta punktowego. Zabieranie bogatym daje im bowiem nadzieję na ucieczkę z szafotu, na który sami wspinali się przez cztery piąte sezonu.

Przy okazji wspinania trudno oprzeć się wrażeniu, że w 2017 rok liga – jak nigdy przedtem – stała się Ekstraklasą dwóch prędkości. Rozdźwięk pomiędzy czołówką i dnem jest już gigantyczny. Broniąca tytułu mistrzowskiego Legia Warszawa pochwaliła się właśnie, że jej budżet na najbliższe dwanaście miesięcy będzie wynosił 283,5 mln zł, czyli więcej niż pozostałych piętnastu drużyn razem wziętych (kolejny w tym zestawieniu Lech Poznań zgromadził 67 mln). Tymczasem Ruch Chorzów kilkadziesiąt godzin temu toczył dramatyczną walkę o zdobycie 600 tysięcy złotych na pokrycie długów wartych cztery ligowe punkty…

A propos ESA-37 i Niebieskich. Tak się składa, że to właśnie klub z Cichej wyrasta na żywego królika doświadczalnego wspomnianego systemu rozgrywek. W poprzednim sezonie Ruch znalazł się w samym środku zamieszania związanego z odbieraniem punktów i odwoływania się od tych decyzji, za co najwyższą spadkową cenę zapłaciło ostatecznie Podbeskidzie Bielsko-Biała, a tym razem sam został pozbawiony za karę aż 20 procent całej punktowej zdobyczy, co jednak w perspektywie podziału po 30. kolejkach, jest ciosem bolesnym, ale bynajmniej nie nokautującym.

Ekonomiczną opozycję wobec Chorzowa tradycyjnie stanowi drugi śląski rodzynek w – tak zwanej elicie – czyli Piast Gliwice. Stabilny budżet nie przełożył się jednak na stabilną wartość sportową. Zapewne nikt już niemal nie pamięta, ale dokładnie przed rokiem ekipa z Okrzei startowała do rundy wiosennej z pozycji lidera, z zapasem pięciu punktów nad Legią. Dziś tamta rzeczywistość wygląda niczym sen, bo obecna skrzeczy i każe patrzeć nie w górę, a w dół.

Wracając jednak do dwóch prędkości. Legia, w której szkatuła nie zamyka się od nadmiaru złotówek i euro, udowodniła właśnie, że jest mistrzem Polski. I zgodnie z narodową mentalnością, doszło w niej właśnie do gigantycznej awantury z pieniędzmi w tle. Trzech współwłaścicieli rzuciło się sobie do gardeł, oblepiło wzajemnie błotem w mediach i ogłosiło definitywny rozwód. Kto ostatecznie utrzyma się w prezesowskim fotelu, a przede wszystkim jaki będzie efekt tej mentalnej bijatyki dla samego klubu zobaczymy najpóźniej w czerwcu.

Jednocześnie trzeba żywić nadzieję, że będzie to największa zadyma towarzysząca ekstraklasowym rozgrywkom, chociaż pojawiło się sporo jaskółek, które powinny napawać niepokojem. Mowa oczywiście o kibolskich ekscesach i wzbierającej fali tak zwanych ustawek, z zablokowaniem autostrady i pobiciem zawodnika Ruchu Radzionków na czele. Obserwując te wydarzenia z zewnątrz trudno nie zgodzić się z opinią, że występki tego typu są ścigane i karane ze znacznie mniejszym zapałem niż szereg zjawisk mniej uciążliwych dla społeczeństwa, a już na pewno od tych z politycznym tłem.

Reasumując: zagadek, które zostaną wiosną rozwiązane, zarówno tych sportowych, jak i pozaboiskowych, jest tradycyjnie całkiem dużo. A to z pewnością sprawi, że zanim nastąpi prawdziwa wiosna, kibice z nudów nie powinni jednak przesadnie zmarznąć…