Archiwa tagu: Tomasz Adamek

Wielkanoc to czas refleksji. Niezależnie od poglądów politycznych i wyznań religijnych. Jej istotą jest bowiem ponadczasowa granica między istnieniem a nieistnieniem, śmiercią i zmartwychwstaniem. Granica bardzo często wyjątkowo wątła. Także w kontekście sportowym.

Przykład pierwszy z brzegu. Pamiętacie ubiegłoroczny przypadek Podbeskidzia Bielsko-Biała? Jeden gol, jedna niejasna decyzja i krótkie prawnicze gierki zadecydowały o tym, że to piłkarze z Beskidów znaleźli się nie w grupie mistrzowskiej, a w spadkowej, co okazało się prostą drogą do zaskakującego ekstraklasowego samounicestwienia. W efekcie Górale przekonują się na własnej skórze, że łatwiej jest „umrzeć” (nawet tak niespodziewanie) niż „zmartwychwstać”.

Zwłaszcza zbiorowo, bo w takim właśnie kierunku wędruje Góral indywidualista, mianowicie Tomasz Adamek. Na powrót do ringu namówił go – chociaż znając pięściarza nie były to rozmowy długie – znany dziennikarz i początkujący promotor Mateusz Borek. Adamek, który już dwukrotnie żegnał się ze światem (boksu), wygłaszając między innymi pamiętne zdanie „na szczęście mam co do garnka włożyć, więc mogę zakończyć karierę”, zdjął więc z kołka rękawice i ruszył po jeszcze jedną wypłatę.

Borka rozumiem, musi dbać o frekwencję i sprzedaż PPV. A nie od dziś wiadomo przecież, że najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy. Z takich samych przyczyn do ringu wciągano na pożegnalne walki Andrzeja Gołotę czy Przemysława Saletę, a w MMA stawia się na Mariusza Pudzianowskiego. Motywacji Adamka do końca już jednak nie pojmuję. Na stan konta raczej nie narzeka, bo pieniądze – jak wieść niesie – inwestuje rozsądnie, za to wszystkie ważne pięściarskie ścieżki i tak są już przed nim zamknięte. No i przecież zdrowie, zwłaszcza po czterdziestce, ma się tylko jedno.

Z drugiej strony z każdym odejściem pogodzić się nie jest łatwo. Chociażby tylko takim ringowym. Adrenalina, chęć sprawdzenia się, no i – last but not least – wspominane już pieniądze, to kombinacja narkotyków, którym trudno się oprzeć. I o których trudno zapomnieć, zwłaszcza gdy dość nagle znika się z życia (publicznego). Adamek zamienia się po cichu w żywe wspomnienie fantastycznych, ale coraz bardziej odległych w czasie walk, nie bywa w studiach telewizyjnych, a jego start do kariery politycznej zakończył się ciężkim nokautem jeszcze przed wyjściem do prawdziwej bitwy. Może stąd ta próba sportowej rezurekcji? Z tym pytaniem pozostawiam siebie i Państwa, życząc wszystkim Wesołych Świąt!